Pracowałem jak szalony przez resztę dnia, ale los mnie nie zawiódł.
Pod koniec popołudnia Zahara znów dała się ponieść wyczerpaniu. Złapała się za brzuch i skrzywiła.
„Więc, źle się czuję” – poskarżyła się.
Zolani podbiegł do niej zaniepokojony.
„Znów się źle czujesz? Chcesz iść do lekarza?”
„Chyba poczuję się lepiej, jeśli odpocznę w domu. Czy mógłbyś mnie podwieźć?”
Zolani skinęła głową i zwróciła się do działu księgowości.
„Pani Eleanor, kwartalne zestawienie może poczekać do jutra. Zahara i ja musimy już iść”.
„Dobrze, panie Jones” – odpowiedziała.
Zolani i Zahara wyszły.
Pozostali pracownicy też zaczęli wychodzić. Jakieś dziesięć minut później coś zauważyłem.
Pani Eleanor chwyciła torebkę i wyszła, ale zostawiła telefon na biurku, podłączony do ładowarki.
Drzwi gabinetu się zamknęły.
Zostałem sam.
Minutę później drzwi znów się otworzyły.
To była pani Eleanor. Weszła szybko, podeszła prosto do biurka i chwyciła telefon.
Wtedy go zobaczyła.
Włączyłem już komputer i podłączyłem pendrive. Plik GOLDMINE.xlsx był otwarty, a pasek postępu pokazywał, że plik jest kopiowany na mój dysk.
Jej twarz zmieniła kolor.
„Co ty robisz, Kemet?” Jej głos drżał.
Nie wiedziałem, co robić. Byłem u kresu sił. Ona zacznie krzyczeć. Zadzwoni do Zolaniego, a wtedy stracę wszystko.
„Ja… ja…” wyjąkałem.
Pasek postępu wskazywał 100%.
Kopiowanie ukończone.
Pani Eleanor zobaczyła wiadomość. Spojrzała na mnie z wyrazem twarzy pełnym złości, strachu i czegoś jeszcze.
Rozpaczliwie uklękłam.
„Pani Eleanor, błagam panią. Proszę, niech pani nie mówi Zolaniemu. Jest taki okrutny. Chce się ze mną rozwieść i zostawić pięćdziesiąt tysięcy dolarów długu. On i Zahara. Muszę ratować siebie. Muszę ratować syna”.
Pani Eleanor uniosła rękę, dając mi znak, żebym była cicho. Szybko podeszła do drzwi i spojrzała na korytarz. Nikogo nie było.
Zamknęła drzwi na klucz.
Odwróciła się do mnie, wciąż klęcząc.
„Wstawaj” – powiedziała lodowatym głosem. „Po co pani tego chce? Powiedz mi prawdę. Pani już wszystko wie, prawda? O Zolanim i Zaharze”.
Byłam w szoku.
„Och, wie pani” – powiedziała gorzko. „Kto w tej firmie nie wie? Tylko ty, którą uważa za głupią. Wróciłam, bo zapomniałam telefonu. Ale wygląda na to, że wróciłam w samą porę”.
„Pani Eleanor” – zaczęłam szlochać. „Błagam panią. On jest taki okrutny. Chce się ze mną rozwieść i obciążyć mnie fałszywym długiem. Muszę chronić mojego syna”.
Pani Eleanor długo na mnie patrzyła i westchnęła.
„Wiem. Pracuję tu od dawna. Wiem, jakim jest człowiekiem. Wykorzystuje mnie do fałszowania ksiąg i unikania płacenia podatków. Przymykam na to oko dla pieniędzy, ale ja też jestem kobietą i jestem zniesmaczona tym, jak panią traktuje”.
Schyliła się, wyjęła mój pendrive z komputera i podała mi go.
„Weź go. Udawaj, że nic nie widziałam. Udawaj, że dzisiaj nie wróciłam”.
Nie mogłam w to uwierzyć.
„Idź już” – powiedziała stanowczo pani Eleanor. „Zabierz to ze sobą i nie wracaj jutro. Z tym w ręku nie musisz już udawać sprzątaczki. I nie mów, że to ja ci pomogłam. Nie chcę żadnych kłopotów. Moja pomoc to sposób na zadośćuczynienie za część winy”.
To była ona. Tego ranka celowo zostawiła hasło widoczne, może nawet nazwę pliku.
Spojrzałam na nią, a moja twarz zalała się łzami.
„Dziękuję. Będę ci dozgonnie wdzięczna”.
„Nie musisz mi dziękować. Idź szybko” – nalegała. „I wykorzystaj ten czas mądrze. Nie mów mu, że to masz, aż do ostatniej chwili”.
Kiwałam kilkakrotnie głową.
Chwyciłam pendrive, moją najcenniejszą broń. Ukłoniłam się pani Eleanor i wybiegłam z gabinetu.
Biegłam, jakby od tego zależało moje życie, ściskając mocno zbawienie swoje i syna.
Miałam dowód.
Zolani, zaczekaj na mnie teraz.
Po tej pamiętnej nocy nigdy nie wróciłam do firmy. Następnego ranka zadzwoniłam do Zolaniego swoim zwykłym, słabym, drżącym głosem.
„Kochanie, przepraszam. Ja… nie wrócę do pracy w firmie”.
Zolani krzyknęła do telefonu:
„Co się dzieje? Dopiero zaczęłaś, a już narzekasz?”
„Nie, nie o to chodzi. Wczoraj Zahara mnie obraziła. Nazwała mnie pasożytem, ciężarem. Poczułam się tak upokorzona. Nie mogę tego dłużej znieść. Wolę zostać w domu i zająć się naszym synem, proszę”.
Wiedziałam doskonale, że Zolani nigdy nie zapyta Zahary, czy to prawda. Kiedy usłyszał, że poczułem się upokorzony i dobrowolnie się wycofałem, nie mógł powstrzymać się od radości.
Dobra, rób, co chcesz.
Leave a Comment