Mój ogród, moja godność – historia siedemdziesięciolatka na wózku

Mój ogród, moja godność – historia siedemdziesięciolatka na wózku

Zakończenie – cisza po śnieżycy

Minął tydzień. Nowy lokator jeszcze się nie wprowadził, a ja powoli oswajam się z myślą, że znów będę musiał kogoś poznać, do kogoś się przyzwyczaić. Może tym razem będzie to starsze małżeństwo, które też lubi ptaki. Może studentka architektury krajobrazu, która doceni moje klony. A może ktoś zupełnie inny – głośny, roztargniony, ale dobry.

Wiem, że nie mogę zamknąć się w swoim ogrodzie i udawać, że reszta świata nie istnieje. Ogrody potrzebują słońca, deszczu, ale także sąsiadów, którzy z uśmiechem pomogą przegrodzić płot, gdy wichura go zerwie. Potrzebują ludzi, którzy przechodząc, powiedzą: „Pięknie tu u pana”. Potrzebują także czasem konfliktów, by przypomnieć nam, że godność nie ma nic wspólnego z wiekiem ani sprawnością.

Dziś rano znów spadł śnieg. Młode klony stoją wyprostowane, choć ich gałązki ugięły się pod białą pierzynką. Otrzepałem je delikatnie, jakby były moimi wnukami, których nigdy nie miałem. Nasypałem ptakom. Wypiłem kawę, patrząc na karmnik. Jeden gil – ten z czarnym berecikiem na głowie – spojrzał na mnie przekornie, jakby chciał powiedzieć: „No, staruszku, znowu tylko my tu jesteśmy”.

Zaśmiałem się cicho. „I dobrze” – odpowiedziałem. „To znaczy, że wszystko w porządku”.

Dalsza część artykułu znajduje się na następnej stronie. Reklama

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top