– To wspaniale, synku – powiedziałam. – Kiedy ślub?
Zapadła cisza. Taka, w której słychać oddech i wahanie.
– Mamo, właśnie o tym chciałem porozmawiać. Patrycja źle się czuje, potrzebuje spokoju. To pierwszy trymestr. Pomyśleliśmy, że mogłabyś pojechać do cioci Basi na jakiś czas. Na miesiąc, góra dwa. Odpoczniesz, pomożesz jej trochę, a my w tym czasie zrobimy remont łazienki. Nie będziesz musiała żyć w kurzu i hałasie.
Ciocia Basia mieszka w Ząbkach, w kawalerce. Ma siedemdziesiąt osiem lat i problemy z kręgosłupem. Rzeczywiście potrzebowała pomocy. Uznałam, że to ma sens – pomogę siostrze, a syn przeprowadzi remont.
Spakowałam jedną średnią walizkę. Marcin zawiózł mnie samochodem do Ząbek. Przy pożegnaniu powiedział: „Mamo, jak skończymy remont, przyjadę po ciebie. Dwa tygodnie, góra miesiąc”.
Pocałował mnie w czoło – tak, jak ja całowałam jego, kiedy był mały.
Zamknięte drzwi
Minął miesiąc. Potem drugi. Dzwoniłam i pytałam o postępy prac. Marcin mówił, że ekipa się spóźnia, że fachowcy zawiedli, że trzeba jeszcze chwilę poczekać. Zawsze miał wytłumaczenie, zawsze brzmiał spokojnie. Kończył rozmowę słowami: „Niedługo, mamo”.
W kwietniu powiedziałam, że wracam. Ciocia Basia dawała sobie radę, a ja tęskniłam za domem.
– Mamo, jeszcze tydzień. Serio. Kończą malowanie – odpowiedział.
Leave a Comment