Randy i ja poznaliśmy się 3 lata temu, kiedy moje mieszkanie zostało zalane po tym, jak sąsiad z góry zostawił odkręconą wannę na cały weekend – kto tak robi? Musiałam przenocować u brata, czekając na naprawę, a Randy był hydraulikiem, który naprawiał wszystko. Za każdym razem, gdy przychodził, znajdował nowe usterki, co, jak teraz rozumiem, było po prostu jego sposobem na to, żeby mnie lepiej widzieć, LOL.
Wtedy wydawało mi się to urocze. Teraz zastanawiam się, czy celowo nie grzebał w moich rurach, żeby to przeciągnąć. W każdym razie pamiętam, jak łatwo mi się z nim rozmawiało, co jest dla mnie rzadkością, bo zazwyczaj jestem bardzo niezręczna w towarzystwie nowych ludzi. Przewińmy do pierwszego roku, wszystko było całkiem w porządku. Zamieszkaliśmy razem po 8 miesiącach – wiem, że za szybko – bo jego umowa najmu dobiegała końca i finansowo to po prostu miało sens.
Randy pracował jako hydraulik, ale miał problemy z regularnymi dochodami, bo ciągle miał problemy z różnymi firmami. Albo go zwalniali za spóźnianie się, albo odchodził, bo jego szefowie byli totalnymi kretynami, którzy nie doceniali jego umiejętności. Czerwona flaga numer jeden, którą całkowicie zignorowałem.
Przez lata Randy nieustannie wysyłał mi długie, gniewne telegramy na temat swojego szefa, nazywając go bezmózgim małpiszonem i wyśmiewając jego akcent lub sposób ubierania się. Wygłaszał tyrady o tym, że jego szef jest zbyt głupi, żeby otworzyć klamkę, i że dźwiga na swoich barkach całą firmę, a nie otrzymuje żadnego uznania.
Zapisywałem te wiadomości w folderze ulubionych, a czasem nawet je pobierałem, gdy były szczególnie nieprzyjemne. Nie wiem, dlaczego je trzymałem. Może podświadomie wiedziałem, że kiedyś będą miały znaczenie. Robił to samo ze swoimi rodzicami, zwłaszcza gdy nie chcieli mu pożyczyć pieniędzy.
Wysyłał te okropne wiadomości głosowe, nazywając ojca żałosnym wymówką mężczyzny, a matkę osobą, która nie potrafi myśleć samodzielnie. Pewnego razu, gdy odmówili mu pomocy w spłacie raty za samochód, wysłał pięciominutową wiadomość głosową o tym, że są nieudacznikami, którzy niczego nie osiągnęli i że wstydzi się, że jest spokrewniony z takimi nieudacznikami.
Pamiętam, że czułam się nieswojo, słuchając ich, ale po prostu dodałam je do ulubionych, nie zastanawiając się nad tym zbytnio. W drugim roku praktycznie pokrywałam większość naszych wydatków. Moja praca nie jest rewelacyjna, ale jest stabilna i powtarzałam sobie, że w związkach chodzi o równowagę – czasami jedna osoba bardziej przejmuje się samochodem, dopóki druga nie stanie na nogi. Randy zawsze obiecywał, że wkrótce wszystko się odmieni.
Potrzebował tylko jednej dobrej okazji i wszystko się zmieniło. 6 miesięcy temu zepsuł mu się samochód Ry – Mustang z 2015 roku, na który znacznie przekraczał jego możliwości finansowe. Był zdruzgotany, bo najwyraźniej to był samochód jego marzeń, a on potrzebował niezawodnego środka transportu do pracy. Głupio zaoferowałam pomoc w spłacie, bo to wpływało na jego zdolność do utrzymania pracy. Skończyło się na tym, że przejęłam całą pożyczkę, 386 dolarów miesięcznie, co jest dla mnie dużo.
Chyba po prostu chciałam go wesprzeć i pomyślałam, że może to pomoże mu się ustabilizować. Edit: kilka osób, z którymi się spotkałam, napisało do mnie z pytaniem, dlaczego miałabym płacić za jego samochód. Z perspektywy czasu wydaje się to oczywiste, ale w tamtej chwili czułam, że pomagam nam obojgu. Mieszkaliśmy razem, dzieliliśmy się wydatkami, a bez transportu nie mógł pracować na pełnych obrotach. Poza tym był bardzo przejęty perspektywą utraty dziecka.
W każdym razie, wczoraj wieczorem obchodziliśmy trzecią rocznicę, a ja właśnie w zeszłym tygodniu spłaciłam ostatnią ratę za jego samochód, co było dla mnie ogromnym obciążeniem finansowym. Zarezerwowałam stolik w miłej restauracji w centrum miasta, o której zawsze rozmawialiśmy, ale nigdy nie było nas na nią stać – mówiąc wprost, nie było mnie stać, żeby poczęstować nas oboje. Spędziłam wieki na przygotowaniach. Nowa sukienka, fryzura, wszystko.
Przyszłam o 19:00, żeby zarezerwować stolik. Randy napisał, że się spóźnia i poprosił, żebym zajęła miejsce. Do 19:30 wysłałam trzy SMS-y, ale bez odpowiedzi. Do 20:00 zadzwoniłam dwa razy, od razu na pocztę głosową. Kelnerka patrzyła na mnie z politowaniem i pytała, czy chcę zamówić, czy może przełożyć stolik.
Byłam strasznie zażenowana, ale powtarzałam, że się spóźnia, pewnie przez korki, i co 2 minuty sprawdzałam telefon. O 8:45, tak, siedziałam sama prawie 2 godziny, miałam już się poddać, gdy w końcu wszedł Randy z czwórką znajomych. To nie było nieporozumienie. Nigdy nie wspominał o nikim innym na naszej rocznicowej kolacji. Wszyscy podeszli do mojego stolika, śmiejąc się i najwyraźniej już podchmieleni, a potem – wciąż nie mogę uwierzyć, że to się stało – Randy odwrócił się do swoich znajomych i powiedział na tyle głośno, żeby usłyszeli go sąsiedzi:
„Widzicie, mówiłem wam, że będzie tu siedzieć jak żałosny szczeniak. Dwie godziny i nie wyszła”.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Jeden z jego znajomych, Jake, którego zawsze uważałam za totalnego idiotę, powiedział:
„Cholera, nie żartowałeś. Jest dobrze wyszkolona”.
Więcej śmiechu. Randy siada obok mnie, ściska moje policzki palcami, jakbym była dzieckiem, i mówi:
„Właśnie dlatego jest najlepsza. Większość lasek by wybiegła, ale moja C płaci moje rachunki i czeka jak…
Leave a Comment