Mila, mająca zaledwie pięć miesięcy, była w wieku, w którym nie tylko chciała jeść, ale domagała się tego z całych sił, jakby od tego zależał cały jej świat – bo dla niej tak właśnie było.
Oczy Leny płonęły z braku snu. Włosy miała spięte w niedbały kok, który, daleki od fryzury, stał się czystą taktyką przetrwania. Od kilku dni nosiła tę samą szarą bluzę z kapturem, bo tylko ona dawała jej poczucie komfortu, mimo że unosił się w niej lekki zapach wylinkanego mleka i stęchłego wnętrza samochodu.
A kiedy grzebała w torbie z pieluchami obok siedzenia, mając nadzieję, że znajdzie kolejną butelkę, kolejną porcję mleka modyfikowanego, coś więcej…
Czuła tylko plastikowe opakowania i puste opakowania.
Ścisnął mu się żołądek.
Wiedziała, że poziom wody opada, ale jako wyczerpani ludzie „wiedzą” rzeczy, jakby udawali, że sytuacja rozwiąże się jutro.
Ale ta przyszłość nie była za darmo.
Zapłata miała być jutro.
A Lena Hart nie miała już nic.
Poza opakowaniem.
Moja cierpliwość się skończyła.
Z godności.
Więcej pieniędzy.
Leave a Comment