Dom przywitał mnie ciemnymi oknami i przejmującym chłodem. Vernon wyjechał rano do bazy przygotować ciężarówkę i – jak zwykle – nie podkręcił ogrzewania. Zdjęłam mokry płaszcz i przeszłam przez lodowatą podłogę do kuchni. Warzywa do spiżarni, kurczak do lodówki, chleb do chlebaka. Ruchy wykonywałam automatycznie, wyćwiczone przez lata. Dom powoli się nagrzewał, ale chłód między nami z Vernonem zdawał się nie topnieć nigdy.
Dokładnie o 18:00 drzwi wejściowe trzasnęły. Do domu wdarł się mróz razem z Vernonem.
Wszedł ciężkim krokiem, strząsając śnieg z kurtki prosto na świeżo zamiecioną podłogę. Wysoki, barczysty, o surowej twarzy i zimnych, szarych oczach. Pięćdziesiąt dziewięć lat, a wciąż wyglądał solidnie i mocno, mimo lat spędzonych za kierownicą ciężarówki.
– Wszystko gotowe? – zapytał zamiast przywitania.
Pakowałam do pojemników zupę, pieczeń, sałatkę i chleb kukurydziany.
– Tak, Vern.
Usiadł, nalał sobie herbaty, wsypał trzy łyżki cukru. Milczał, wpatrzony w telefon. Ani razu na mnie nie spojrzał.
– Odśnież dziś wieczorem – rzucił nagle. – Podjazd jest cały zasypany. W nocy może nawiać jeszcze więcej.
– Vernonie, jest już prawie ciemno. Śnieżyca jest silna…
– Powiedziałem: dziś wieczorem – przerwał ostro. – Nie jesteś dzieckiem. Zajmie ci to pół godziny. Ja nie miałem czasu. Ładunek jest ważny.
Zacisnęłam usta. W głowie brzmiały słowa staruszki.
– O której wyjeżdżasz? – zapytałam cicho.
– Za godzinę.
Wyszedł pod prysznic. Później zszedł ubrany w drogowe rzeczy. Podałam mu torbę z jedzeniem.
– Zadzwonisz, gdy dojedziesz?
– Tak – rzucił krótko. – I pamiętaj o śniegu.
Drzwi trzasnęły. Silnik pick-upa oddalił się w śnieżnej ciemności.
Zostałam sama.
Siedziałam przy stole, obejmując dłonie wokół kubka zimnej herbaty. W duszy było cicho i niespokojnie.
Nie dotykaj śniegu.
Zmęczenie opadło na mnie nagle. Śnieżyca i tak przykryłaby wszystko do rana. Postanowiłam, że nie wyjdę na mróz. Zajmę się tym rano.
Położyłam się, ale sen nie przychodził. O 23:00 wciąż słyszałam wycie wiatru. Śniła mi się staruszka.
Leave a Comment