– Nie dotykaj śniegu – powtarzała jak zaklęcie.
Obudziłam się przed świtem. Była 6:00. Cisza była ciężka.
Zeszłam do kuchni, nastawiłam czajnik i podeszłam do okna. Zamarłam.
Podwórko pokrywała idealnie gładka warstwa śniegu. A od furtki aż pod same okna prowadziły wyraźne, głębokie ślady butów.
Męskich. Dużych. Nie Vernona.
Ktoś chodził wokół mojego domu w nocy.
Ślady nie były chaotyczne. Biegły wzdłuż ścian, zatrzymywały się przy każdym oknie. Jakby ktoś dokładnie oglądał dom. Sprawdzał.
Zadrżałam. Gdybym odśnieżyła wieczorem, wszystko zostałoby zatarte.
Zadzwoniłam do dzielnicowego, Garetha Pernella.
– Proszę niczego nie dotykać – powiedział stanowczo. – Zaraz będę.
Przyjechał po dwudziestu minutach. Obejrzał ślady.
– Buty robocze, duży rozmiar. Ktoś wiedział, że jest pani sama – stwierdził. – Sprawdzimy monitoring.
Nocny gość i ukryty plan
Na nagraniu z kamery sąsiadki zobaczyliśmy ciemny sedan, który zatrzymał się przed moim domem o 23:45. Wysoki mężczyzna wysiadł, otworzył furtkę i wszedł na podwórko. Po dziesięciu minutach wrócił do auta i odjechał.
Na drzwiach samochodu widniało logo: HEARTH.
– To wygląda jak auto firmowe – mruknął Gareth. – Może rzeczoznawca?
Jeszcze przed południem siedzieliśmy w biurze Hearthstone Realty. Dyrektor, Isaac Graves, pobladł na widok policyjnej odznaki.
– Tak, wysłaliśmy rzeczoznawcę pod adres 17 Chestnut Street – przyznał. – Mamy zlecenie pilnej sprzedaży.
– Jakiej sprzedaży? – zapytałam, czując, jak drżą mi nogi. – Dom jest na mnie.
Graves przesunął w moją stronę dokument. Pełnomocnictwo. Podpisane rzekomo przeze mnie. Upoważniało Vernona do sprzedaży nieruchomości.
Podpis był podrobiony.
Leave a Comment