Wtedy spojrzał w górę, a jego oczy rozbłysły.
„Więc… mogę cię nazywać tatą?”
Gabriel czuje, jak ściska mu się serce.
„Tak, kochanie. Możesz mówić do mnie tato.”
„Tato” – Ethan próbuje to powiedzieć, jakby smakował nowe słowo na języku. „Tato. Tato. Tato.”
Powtarza to raz po raz, za każdym razem uśmiechając się szerzej, jakby właśnie odkrył nową, cudowną zabawkę.
Nagle Ethan zatrzymuje się i patrzy na Gabriela z tak poważną miną, że aż śmieszną.
„Tato, mogę cię o coś zapytać?”
„Tak, zapytaj mnie” – mówi Gabriel.
„Jeśli naprawdę jesteś moim tatą…” Ethan waha się przez chwilę, po czym kontynuuje z twarzą pełną nadziei. „Czy mogę mieć psa? Od dawna chciałem psa, ale mama mówi, że nasze mieszkanie jest za małe i nie możemy go mieć. Ale masz duży dom, prawda? Pozwolisz mi mieć psa?”
Gabriel na sekundę zamarł.
Przygotował się na sto pytań.
Czemu nie byłeś ze mną wcześniej? Kochasz mamę? Znowu odejdziesz?
Ale on się na to nie przygotował.
A potem się śmieje.
Dźwięk ten wydobywa się z głębi jego piersi, naturalny i niekontrolowany — to pierwszy prawdziwy śmiech od trzech lat, odkąd zmarła Kate.
Ethan patrzy, jak się śmieje, nie rozumiejąc dlaczego. Ale chłopiec też się śmieje, a jego czysty śmiech zlewa się z ciepłym, niskim śmiechem ojca.
„Tak” – mówi Gabriel, kiedy w końcu przestaje się śmiać, a jego oczy wciąż są wilgotne. „Obiecuję ci, że będziesz miał psa”.
W pierwszy weekend po tym, jak Ethan nazwał Gabriela „Tatą”, chłopiec został przywieziony do rezydencji na obrzeżach Chicago.
Scarlet idzie z nim, wciąż nieco nieśmiała, gdy wchodzi do domu, do którego kiedyś wchodziła jedynie jako gosposia.
Jednak Gabriel dał jej jasno do zrozumienia, że teraz jest matką jego syna i ma prawo wejść do tego domu jako członek rodziny, a nie jako służąca.
Ethan stoi przed wysoką, żelazną bramą rezydencji, a jego czarne oczy są tak szeroko otwarte, że wyglądają, jakby miały wypaść mu z głowy. Nigdy w życiu nie widział tak dużego domu. Mieszkanie, w którym mieszka z matką, zmieściłoby się idealnie w małym kąciku przed domem.
„Tato, czy to twój dom?” – pyta Ethan z podziwem w głosie. „Twój dom jest taki duży”.
Gabriel uśmiecha się i pochyla, by wziąć chłopca w ramiona.
„Tak, to mój dom” – mówi. „A od teraz to także twój dom”.
Dziecko piszczy z radości, przekraczając próg drzwi wejściowych.
Wszystko wprawia go w osłupienie — począwszy od ogromnego kryształowego żyrandola w holu, poprzez dębowe spiralne schody, aż po obrazy na ścianach, których nie rozumie, ale i tak uważa za piękne.
Ethan biega wszędzie, jego drobne kroczki uderzają o marmurową podłogę, a jego czysty śmiech roznosi się echem po całym pomieszczeniu.
Rezydencja o powierzchni 3000 metrów kwadratowych, która przez trzy lata od śmierci Kate pogrążona była w głębokiej ciszy, nagle ożywa.
Śmiech Ethana jest jak świeży wiatr wpadający do domu, który od dawna jest zamarznięty. Wnika w każdy kąt, rozpędzając ciężkie, ponure powietrze, które personel znosi od lat.
Thomas, kamerdyner, który służy rodzinie Reyesów od ponad dwudziestu lat, stoi na skraju holu i nie może uwierzyć własnym oczom.
Obserwował, jak Gabriel z lekkomyślnego nastolatka wyrósł na potężnego mężczyznę. Widział, jak kochał Kate, żenił się z nią, a potem ją tracił. Przez trzy lata martwił się, że jego pracodawca nigdy się nie podniesie.
Ale teraz, tuż przed nim, Gabriel Reyes klęczy na podłodze w salonie i bawi się samochodami z czteroletnim dzieckiem.
Zimny, budzący strach mężczyzna, którego miasto szanuje, czołga się po podłodze, pchając tani plastikowy samochód, który Ethan przywiózł ze starego mieszkania, wydając przy tym dźwięki „brum, brum” na zawołanie.
Pozostali pracownicy też szukają pretekstów, żeby zajrzeć do salonu, żeby po prostu popatrzeć. Szepczą między sobą w kuchni, ale żaden z nich nie śmie uwierzyć w to, co widzi.
Ich szef się śmieje.
Ich szef gra.
Ich szef wygląda jak zupełnie inny człowiek.
Tego wieczoru, po tym jak Ethan wyczerpał się biegając wszędzie i zasnął na kanapie, Gabriel siedział i patrzył na swojego syna oczami pełnymi miłości.
W salonie panuje teraz bałagan: zabawki są porozrzucane po podłodze, a na dywanie leżą okruszki ciastek.
Wcześniej Gabriel nigdy nie zaakceptowałby takiego nieporządku w swoim domu.
Ale teraz, patrząc na ślady, jakie pozostawił po sobie Ethan, czuje tylko szczęście.
To oznaki życia, radości, dziecka dorastającego w tym domu.
A Gabriel zdaje sobie sprawę, że właśnie tego rezydencja naprawdę potrzebowała — nie zimnej perfekcji, lecz śmiechu, tupotu stóp i miłości prawdziwej rodziny.
Następne tygodnie mijają jak piękny sen, w który nikt nie śmie uwierzyć, że może być rzeczywistością.
Ethan jeździ do rezydencji co weekend. A w ciągu tygodnia Gabriel nadal przychodzi do tego małego mieszkania każdego popołudnia, co stało się już jego nawykiem.
Jednak stopniowo Gabriel zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie tylko czeka na spotkanie z synem.
On również nie może się doczekać, żeby zobaczyć Scarlet.
Nadchodzi powoli, tak delikatnie, że nie zauważa tego, dopóki nie zakorzeni się głęboko w jego umyśle.
Zaczyna zauważać w niej drobne rzeczy, na które wcześniej nie zwracał uwagi: sposób, w jaki się uśmiecha, gdy Ethan robi coś głupiego, uśmiech, który rozświetla jej zmęczoną twarz; sposób, w jaki mówi o Ethanie z oczami błyszczącymi dumą, o nowych listach, których nauczył się w szkole, o obrazku, który dla niej narysował, o niewinnych pytaniach, które zadaje każdego dnia.
Gabriel lubi jej słuchać.
Potrafi godzinami słuchać Scarlet opowiadającej o najzwyklejszych aspektach ich codziennego życia. Jej głos jest ciepły i miękki, niosący w sobie cichą siłę, którą coraz bardziej podziwia.
To kobieta, która samotnie wychowała dziecko w najtrudniejszych okolicznościach, która nigdy się nie poddała, nawet gdy życie postawiło ją na krawędzi. I wciąż potrafi się uśmiechać, wciąż kochać, wciąż patrzeć na świat z nadzieją w oczach.
Scarlet również zauważa zmianę w sposobie, w jaki postrzega Gabriela.
Wcześniej był dla niej tylko chłodnym właścicielem luksusowej rezydencji, potężnym mężczyzną, z którym nie śmiała spojrzeć w oczy.
Ale teraz widzi zupełnie innego Gabriela.
Widzi, jak klęczy na podłodze, by bawić się samochodzikami z Ethanem, nie przejmując się, że jego drogie ubrania się pobrudzą. Widzi, jak cierpliwie odpowiada na setki pytań „dlaczego” zadawanych przez czterolatka. Widzi, jak uczy się wiązać sznurowadła synowi, jak zrobić kanapkę dokładnie tak, jak lubi Ethan, jak opowiada bajki, mimo że jego głos jest tak niezdarny, że Ethan śmieje się do rozpuku.
To nie jest zimna, mroczna postać, której obawia się miasto.
To mężczyzna, który ze wszystkich sił stara się zostać dobrym ojcem, nawet jeśli nie ma nikogo, kto mógłby go tego nauczyć, choć musi iść naprzód powoli, krok po kroku.
A Scarlet nie może się tym nie wzruszyć.
Małe chwile zaczynają się zbierać niczym krople wody spadające do szklanki, powoli, ale nieubłaganie.
Pewnego wieczoru, gdy Scarlet jest wyczerpana ciążą, która wchodzi w ósmy miesiąc, w drzwiach pojawia się Gabriel z torbą jedzenia z jej ulubionej restauracji.
Niewiele mówi, każe jej tylko usiąść i odpocząć, a jemu pozwolić zająć się obiadem. Nakrywa do stołu, układa talerze. Kroi nawet jedzenie na mniejsze kawałki, żeby łatwiej jej było jeść.
Scarlet patrzy, jak ten potężny mężczyzna robi dla niej te drobne rzeczy i musi odwrócić twarz, żeby ukryć łzy.
Tydzień później Gabriel przychodzi do mieszkania z ciemnym, ciężkim spojrzeniem w oczach.
Scarlet rozpoznaje to od razu. Tego dnia przypada trzecia rocznica śmierci Kate.
Nic nie mówi, tylko cicho idzie do kuchni i zaczyna gotować.
Kiedy Gabriel siada przy stole, patrzy na talerz przed sobą i zastyga w bezruchu.
To makaron z sosem pomidorowym przygotowany tak, jak zwykła go przyrządzać Kate — danie, które Kate gotowała mu za każdym razem, gdy miał ciężki dzień.
Scarlet nauczyła się tego przepisu podczas lat spędzonych w rezydencji, kiedy Kate uczyła ją gotować w leniwe popołudnia.
„Pamiętam, że Kate mówiła, że to twój ulubiony” – mówi cicho Scarlet. „Pomyślałam, że może ci się dzisiaj przydać”.
Gabriel spojrzał na makaron, potem na Scarlet i poczuł, jak coś w jego piersi zaczyna się topić — nie był to ostry ból spowodowany wspomnieniem Kate, ale ciepło płynące z wiedzy, że ktoś zwraca na niego uwagę, zauważa jego smutek i próbuje go ukoić na swój sposób.
Jedzą w ciszy, ale jest to cisza wygodna, nie wymuszona.
Ethan śpi, a małe mieszkanie nagle staje się dziwnie przytulne.
Gabriel spojrzał na Scarlet siedzącą naprzeciwko niego, z pełnym, okrągłym brzuchem, włosami spiętymi w niedbały kok i twarzą bez makijażu — i zdał sobie sprawę, że jest piękna.
Piękna w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widział. Nie olśniewająca uroda kobiet na oficjalnych przyjęciach, na których bywał, ale piękno szczerości, siły, kobiety, która przeszła przez piekło i wciąż zachowała dobre serce.
Gabriel nigdy nie zamierzał już nikogo kochać po śmierci Kate. Myślał, że jego serce umarło wraz z żoną.
Ale siedząc w ciasnym mieszkaniu z talerzem stygnącego makaronu na stole, zdaje sobie sprawę, że jego serce wciąż bije.
A serce bije dla kobiety siedzącej przed nim.
Część czwarta
Nadchodzi lipiec, a wraz z nim w Chicago zaczynają się upalne, lepkie letnie noce.
Ciąża Scarlet jest już w ósmym miesiącu. Z dnia na dzień bóle stają się coraz bardziej nasilone, a w nocy trudno jej spać.
Gabriel spędza teraz większość wolnego czasu w małym mieszkaniu, martwiąc się o jej zdrowie, mimo że ona zawsze zapewnia, że wszystko jest w porządku. Zatrudnił prywatnego położnika, który będzie ją co tydzień odwiedzał, kupił wszystkie witaminy i suplementy, jakich mogła potrzebować, i zorganizował najlepszy szpital w mieście na poród.
Scarlet początkowo protestuje, mówiąc, że nie potrzebuje takich luksusów, mówiąc, że urodziła Ethana sama w szpitalu publicznym i że wszystko było z nią w porządku.
Ale Gabriel nie ustąpi.
Mówi, że dziecko w jej brzuchu będzie rodzeństwem Ethana i nie pozwoli, aby jakiekolwiek dziecko spokrewnione z jego synem zostało pozbawione czegokolwiek.
Scarlet wie, że to tylko wymówka – że Gabriel opiekuje się nią ze względu na nią, a nie tylko ze względu na dziecko – ale nie mówi tego na głos.
Obawia się, że jeśli to zrobi, krucha bańka szczęścia, w której żyją, może pęknąć.
Tej nocy Ethan śpi głęboko w małym pokoju po długim dniu zabawy w rezydencji. Gabriel przyprowadza wieczorem matkę i syna do mieszkania, a kiedy Ethan odpływa, Gabriel zostaje.
Scarlet leży na sofie, opierając stopy na poduszce, aby złagodzić obrzęk, a jej brzuch unosi się wysoko w bladożółtym świetle starej lampy stołowej.
Gabriel siada na krześle naprzeciwko niej i patrzy na nią z wyrazem twarzy, którego Scarlet nie śmie rozszyfrować.
Nagle powietrze w pomieszczeniu wydaje się inne — ciężkie, ale nie nieprzyjemne, jakby coś czekało na wypowiedzenie.
„Scarlet” – mówi Gabriel, przerywając ciszę.
Jego głos jest niski i słychać w nim drżenie, jakiego nigdy wcześniej nie słyszała.
„Chciałbym ci coś powiedzieć.”
Scarlet spojrzała na niego, a jej serce zaczęło bić odrobinę szybciej.
„No dalej” – szepcze.
Gabriel przez chwilę milczy, jakby szukał odpowiednich słów.
To wpływowy mężczyzna, który wynegocjował setki milionów dolarów, który stawiał czoła niebezpiecznym sytuacjom bez mrugnięcia okiem. Ale teraz, siedząc w małym mieszkaniu z ciężarną kobietą przed sobą, czuje się jak niezręczny nastolatek, który próbuje po raz pierwszy wyznać swoje uczucia.
„Nigdy nie chciałem, żeby to się stało” – zaczyna, spuszczając wzrok na podłogę. „Po śmierci Kate myślałem, że moje serce też umarło. Myślałem, że już nigdy nikogo nie pokocham. I pogodziłem się z tym. Pogodziłem się z tym, że resztę życia spędzę jak pusta skorupa”.
Podnosi głowę i patrzy Scarlet prosto w oczy.
„Ale potem dowiedziałam się o Ethanie. I poznałam cię – naprawdę. Nie jako pracodawcę i gospodynię domową, ale jako dwoje ludzi. I wszystko się zmieniło”.
Scarlet wstrzymuje oddech, nie śmiąc się poruszyć, bojąc się, że jakikolwiek ruch może zakłócić tę chwilę.
„Zakochałem się w tobie, Scarlet” – mówi Gabriel, a jego głos jest teraz pewny i wyraźny. „Nie tylko ze względu na Ethana. Nie tylko dlatego, że jesteś matką mojego syna. Ale ze względu na ciebie. Ze względu na twoją siłę. Ze względu na twój uśmiech. Ze względu na to, jak kochasz swoje dziecko. Ze względu na wszystko, czym jesteś”.
Łzy zaczynają spływać po policzkach Scarlet.
Nie próbuje ich powstrzymać. Nie próbuje ich ukryć.
Ukryła zbyt wiele w swoim życiu i nie chce już tego dłużej ukrywać.
„Gabriel” – szepcze, a jej głos jest nabrzmiały emocją. „Ja też mam coś do powiedzenia”.
Bierze głęboki oddech, zbierając całą odwagę, jaka jej pozostała.
„Kochałam cię od dawna” – mówi. „Nawet przed tamtą nocą. Wiem, że to było złe, bo byłeś mężem Kate, bo Kate była kimś, kogo kochałam jak starszą siostrę. Ale nie potrafiłam kontrolować swojego serca”.
Łzy wciąż płyną, gdy ona mówi dalej.
„Tej nocy, kiedy cię pocieszałam, wiedziałam, że przekraczam pewną granicę. Ale jakaś część mnie – ta najbardziej samolubna i brzydka – nie chciała przestać, bo cię kochałam. Bo kochałam cię tak długo i nigdy nie odważyłam się do tego przyznać.
„I przez cztery lata, kiedy samotnie wychowywałam Ethana, wciąż cię kochałam. Kiedy wróciłam do pracy w rezydencji, widując cię codziennie i nie mogąc cię dotknąć, wciąż cię kochałam. Próbowałam stłumić te uczucia, przekonywać samą siebie, że znikną, ale nigdy tak się nie stało”.
Gabriel wstaje z krzesła i podchodzi do sofy, na której leży Scarlet.
On jej nie całuje.
Oboje wiedzą, że jest na to za wcześnie. Łączy ich zbyt długa historia, zbyt wiele bólu, zbyt wiele sekretów. Potrzebują czasu, żeby się zagoić, zanim będą mogli zrobić kolejny krok.
Jednak on siada obok niej i delikatnie bierze ją za rękę.
Jej dłoń jest mała i ciepła w jego większej dłoni.
Następnie kładzie jej dłoń na jej własnym, ciążowym brzuchu i kładzie swoją dłoń na jej dłoni.
Wtedy dziecko kopie — mocno, oboje to czują.
Gabriel spojrzał ze zdziwieniem, po czym podniósł wzrok na Scarlet oczami pełnymi emocji.
„Dziecko kopnęło” – szepcze, a w jego głosie słychać zdziwienie, jakby właśnie stał się świadkiem cudu.
Scarlet uśmiecha się przez łzy.
„Może dziecko mówi ci „cześć”” – mówi.
Siedzą tam w milczeniu, trzymając się za ręce, czując drobne kopniaki życia, które w niej rośnie.
Oboje wiedzą, że bez względu na to, co przyniesie przyszłość, nie będą musieli stawiać jej czoła sami.
Wrzesień przynosi pierwsze chłodne, jesienne wiatry w Chicago.
Scarlet weszła w ostatni tydzień ciąży, jej brzuch jest tak duży, że ledwo może się schylić, żeby zawiązać sobie buty.
Gabriel przeprowadził ją i Ethana do rezydencji dwa tygodnie wcześniej, nie chcąc, aby dziewczyna została sama w ciasnym mieszkaniu, skoro termin porodu był tak bliski.
Przygotował wszystko – od prywatnej sali porodowej w najlepszym szpitalu w mieście po zespół lekarzy i pielęgniarek dyżurujących 24 godziny na dobę. Nauczył się nawet oddychania metodą Lamaze z internetu, mimo że Scarlet musi powstrzymywać śmiech za każdym razem, gdy widzi jednego z najbardziej onieśmielających mężczyzn w Chicago, ćwiczącego „wdech, wydech” w połączeniu z filmem instruktażowym.
Tej nocy o drugiej w nocy Scarlet obudziła się z powodu ostrego, skręcającego bólu brzucha.
Ona od razu wie, co to jest.
Przeszła przez to już raz, z Ethanem, sama w zimnym szpitalu publicznym.
Ale tym razem jest inaczej.
Tym razem, gdy woła, Gabriel jest u jej boku w ciągu kilku sekund. Od dwóch tygodni śpi w sąsiednim pokoju, nie mogąc zbliżyć się do drzwi Scarlett na więcej niż krok.
Potem wszystko dzieje się szybko.
Nocą samochód zabiera ich do szpitala, a zespół medyczny jest przygotowany, jakby wszystko było zaplanowane od dawna.
Scarlet zostaje przyprowadzona na salę porodową, a Gabriel towarzyszy jej od początku do końca.
Mocno trzyma jej dłoń podczas każdego skurczu, ociera pot z czoła, szepcze słowa otuchy, choć jego własny głos drży ze strachu.
To pierwszy raz w życiu, kiedy Gabriel jest świadkiem porodu, i zdaje sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie rozumiał siły kobiet, aż do tej chwili.
Scarlet — drobna kobieta, którą kiedyś uważał za delikatną — zmaga się z bólem, którego nie jest sobie w stanie wyobrazić.
Zaciska szczękę. Napiera. Płacze.
Ale się nie poddaje.
A potem, po długich, niekończących się godzinach, pokój wypełnia płacz dziecka.
Pierwszy krzyk – wyraźny i mocny – jak deklaracja dla świata, że pojawiło się nowe życie.
Gabriel stoi i patrzy, jak lekarz kładzie dziecko na piersi Scarlet, a po jego twarzy zaczynają spływać łzy.
Nie próbuje ich ukrywać. Nie obchodzi go, jak to wygląda.
W tym momencie nie jest przywódcą imperium.
Jest po prostu człowiekiem, który jest świadkiem cudu życia.
„To zdrowa dziewczynka” – oznajmia lekarz z uśmiechem. „Dokładnie trzy kilogramy”.
Scarlet płacze i śmieje się jednocześnie, tuląc swoją maleńką córeczkę. Spogląda na Gabriela, jej oczy są czerwone ze zmęczenia, ale błyszczące radością.
„Mia” – szepcze. „Chcę dać jej na imię Mia”.
Gabriel kiwa głową, nie mogąc mówić, gdyż gardło ma ściśnięte.
Patrzy na maleńkie dziecko w ramionach Scarlet, jej oczy są wciąż zamknięte, a skóra jest czerwona i pomarszczona jak u noworodka.
To nie jest jego biologiczne dziecko. On o tym wie. To dziecko jest owocem kolejnego związku z mężczyzną, który zniknął, gdy dowiedział się, że Scarlet jest w ciąży.
Ale kiedy Gabriel spojrzał na Mię, nie zauważył niczego takiego.
Widzi tylko niemowlę – młodszą siostrę Ethana, dziecko kobiety, którą kocha.
I to wystarczy.
„Chcesz ją przytulić?” – pyta cicho Scarlet, jej głos jest zmęczony, ale pełen miłości.
Gabriel waha się przez chwilę, bojąc się, że jego szorstkie dłonie mogą zranić delikatne dziecko. Ale potem ostrożnie bierze Mię z ramion Scarlet i trzyma ją z delikatnością, o jakiej nigdy nie marzył.
Mia otwiera oczy i spogląda na Gabriela zamglonym wzrokiem noworodka.
I w tym momencie Gabriel podejmuje decyzję.
„Mia będzie moją córką” – mówi stanowczo i bez wahania. „Będę ją kochał, opiekował się nią i chronił jak własną córkę. Bo rodzinę definiuje nie tylko krew. Rodzinę definiuje miłość”.
Scarlet spojrzała na niego i znów łzy napłynęły jej do oczu.
Ale są to łzy szczęścia – łzy kobiety, która w końcu znalazła przystań po latach dryfowania.
Nadchodzi grudzień, a wraz z nim pierwsze ostre zimowe wiatry i biała warstwa śniegu pokrywająca ogród rezydencji na amerykańskim Środkowym Zachodzie.
Ale w środku domu powietrze jest ciepłe i przepełnione radością.
Dzisiaj jest dzień ślubu Gabriela i Scarlet.
Wybrali skromną ceremonię – bez widowiska, bez setek gości, jak na weselach z wyższych sfer, na których Gabriel kiedyś bywał. Tylko ci, którzy naprawdę się liczą, ci, którzy byli świadkami ich podróży z ciemności do światła.
Thomas, wierny kamerdyner, stoi na skraju ogrodu z oczami zamglonymi łzami. Widział, jak Gabriel dorasta, widział, jak kocha Kate, traci Kate, a potem tonie w żalu przez trzy lata.
I teraz widzi, jak Gabriel znów się uśmiecha.
Uśmiechnij się szczerze.
Nie zimny, towarzyski uśmiech obowiązku, lecz uśmiech szczęśliwego człowieka.
Rosa, sąsiadka, która przez cztery lata pomagała Scarlet opiekować się Ethanem, siedzi w pierwszym rzędzie z Mią na rękach. Trzymiesięczna dziewczynka śpi spokojnie, nieświadoma, że dziś jest najważniejszy dzień w życiu jej mamy.
Rosa patrzy na Scarlet w prostej, ale eleganckiej białej sukni ślubnej i nie potrafi powstrzymać łez.
Widziała, jak Scarlet zmaga się z życiem, słyszała, jak płacze późno w nocy, gdy myślała, że nikt jej nie słyszy, i martwiła się, że ta młoda kobieta nigdy nie znajdzie szczęścia.
Ale teraz, patrząc jak Scarlet idzie do ołtarza z promiennym uśmiechem, Rosa wie, że wszelkie zmartwienia się rozwiały.
A Ethan — czterolatek w swoim malutkim garniturku — ma najważniejszą pracę w swoim życiu.
Niosąc czerwoną aksamitną poduszkę, na której spoczywają dwie obrączki ślubne, kroczy z powagą żołnierza. Jego twarz jest napięta od skupienia, brwi ściągnięte, a wzrok wpatrzony w obrączki, jakby miał spaść, gdyby choć na sekundę stracił wzrok.
Gabriel spojrzał na syna i musiał powstrzymać uśmiech.
Przed ceremonią Ethan co najmniej dziesięć razy pytał go o obowiązki, wielokrotnie ćwiczył, jak prawidłowo trzymać poduszkę, martwił się tak bardzo, że prawie nie mógł jeść śniadania.
Dla chłopca nie jest to tylko ślub jego rodziców.
To dzień, w którym jego rodzina oficjalnie staje się kompletna.
Kiedy Scarlet dociera do Gabriela przy ołtarzu, udekorowanym białymi kwiatami i płonącymi świecami w chłodnym powietrzu Chicago, patrzą na siebie w milczeniu.
Nie potrzebują słów.
Ich oczy mówią wszystko.
Przebyli długą drogę, aby dotrzeć do tego momentu – od pamiętnej nocy sprzed pięciu lat, przez cztery lata tajemnicy i samotności, przez ból po stracie Kate, przez przebaczenie i uzdrowienie.
A teraz stoją tutaj, gotowi rozpocząć nowy rozdział w życiu.
Zanim ceremonia się rozpoczęła, Gabriel zrobił coś ważnego.
Stoi sam w swoim prywatnym pokoju, patrząc na lewą dłoń, na której od sześciu lat spoczywa obrączka ślubna od Kate.
Nigdy go nie zdjął od dnia, w którym Kate wsunęła mu go na palec na ich ślubie. Stał się częścią jego osoby, nicią łączącą go ze zmarłą żoną.
Ale dziś Gabriel powoli zdejmuje pierścionek.
Nie dlatego, że zapomniał o Kate.
Nigdy tego nie zrobi.
Kate jest jego pierwszą miłością, kobietą, która nauczyła go kochać, niezapomnianą częścią jego serca.
Ale rozumie, że aby utrzymać przyszłość, musi uwolnić się od przeszłości – nie chodzi o uwolnienie Kate, ale o uwolnienie bólu, uwolnienie się od przywiązania, uwolnienie się od poczucia winy, że wciąż żyje, podczas gdy jej nie ma.
Wkłada pierścionek do małego pudełka wraz ze zdjęciem ślubnym jego i Kate.
Zachowa je na zawsze jako świętą pamiątkę.
Ale jego palec jest teraz gotowy, by założyć nowy pierścień, nową obietnicę, nową miłość.
Kiedy Gabriel i Scarlet wymieniają się dzwonkami, Ethan stoi obok nich z szerokim uśmiechem, ponieważ idealnie wypełnił swoją misję.
Mia nadal śpi spokojnie w ramionach Rosy, nieświadoma, że od dziś oficjalnie ma ojca.
A gdy urzędnik ogłasza ich mężem i żoną, Gabriel całuje Scarlet po raz pierwszy odkąd wyznali sobie uczucia.
Delikatny pocałunek, który niesie w sobie obietnicę przyszłości.
Mijają trzy lata od dnia ślubu w ogrodzie pokrytym białym śniegiem.
Trzy lata wypełnione śmiechem, szczęściem i rodziną, która w końcu odnalazła się po wielu burzach.
Rodzina Reyesów dziś w niczym nie przypomina tych pierwszych dni, kiedy Gabriel podążył za Scarlet do ciasnego mieszkania na obrzeżach Chicago.
Gabriel ma teraz czterdzieści lat. Na skroniach pojawiło mu się kilka siwych pasemek, ale jego oczy są jaśniejsze niż kiedykolwiek.
Nadal kieruje imperium Reyes, ale zmienił sposób pracy.
Nie pracuje już osiemnaście godzin dziennie, jak kiedyś. Znajduje czas dla rodziny – na wspólne obiady, na weekendowe poranki, kiedy zabiera dzieci do parku, na spacery z psem wczesnym wieczorem po cichych amerykańskich ulicach.
Dowiedział się, że pieniądze i władza nic nie znaczą, jeśli nie ma się z kim nimi dzielić.
Scarlet ma teraz trzydzieści lat i nie jest już milczącą gospodynią domową, jaką kiedyś była.
Gabriel założył fundację charytatywną imienia Kate, której celem jest pomoc samotnym matkom znajdującym się w trudnej sytuacji w całych Stanach Zjednoczonych.
A Scarlet tym kieruje.
Znalazła nowy cel: pomagać kobietom takim, jakimi sama kiedyś była, kobietom walczącym samotnie, niemającym nikogo u swego boku.
Za każdym razem, gdy Scarlet widzi młodą matkę otrzymującą wsparcie od fundacji, przypominają jej się lata, kiedy sama wychowywała Ethana, i wie, że postępuje słusznie.
Ethan ma siedem lat – jest bystrym, psotnym chłopcem w drugiej klasie w jednej z najlepszych szkół w Chicago. Nadal ma te same podbite oczy co jego ojciec i nadal ma zwyczaj przechylania głowy, gdy coś go zaciekawi.
I w końcu ma psa.
Ethan nadał złotemu retrieverowi imię Kapitan.
Gabriel dotrzymuje obietnicy od dnia, w którym chłopiec zapytał: „Czy mogę mieć psa?”, tuż po tym, jak dowiedział się, że Gabriel jest jego ojcem.
Kapitan stał się teraz nieodłącznym członkiem rodziny, pędził przez rezydencję i każdej nocy spał u stóp łóżka Ethana.
A Mia, mająca trzy lata, została małą księżniczką w domu Reyesów.
Ma kręcone brązowe włosy odziedziczone po matce, promienny uśmiech i zdolność sprawiania, że Gabriel jednym spojrzeniem robi wszystko, czego zapragnie.
Mimo że nie jest jego biologicznym dzieckiem, Gabriel kocha Mię tak samo jak Ethana.
Podpisał jej akt urodzenia, oficjalnie ją adoptował i w jego oczach Mia jest pod każdym względem jego córką.
Co roku, w rocznicę śmierci Kate, cała rodzina udaje się na grób matki, znajdujący się na cichym cmentarzu w Chicago.
Gabriel kładzie na nagrobku białe kwiaty, które Kate tak lubiła, po czym siada i opowiada jej o ich życiu – o tym, jak dorasta Ethan, o tym, jak Mia poszła do przedszkola, o Scarlet i fundacji charytatywnej noszącej imię Kate.
Wierzy, że Kate jest gdzieś tam i uśmiecha się do nich.
Leave a Comment