Ze łzami w oczach podpisuje papiery rozwodowe na przyjęciu bożonarodzeniowym – nie wiedząc, że jest spadkobierczynią miliardera…

Ze łzami w oczach podpisuje papiery rozwodowe na przyjęciu bożonarodzeniowym – nie wiedząc, że jest spadkobierczynią miliardera…

 

Wyglądała na zirytowaną.

„Dokąd idziesz?” zapytał Marcus, wstając. „Bella, zostań. Musimy opracować strategię”.

„My?” Isabella prychnęła. „Nie ma żadnego „my”, Marcus. Mój ojciec właśnie dzwonił.”

„Słyszał, co się stało. Powiedział, że Sterling już wnosi o zamrożenie aktywów powiązanych z Thorne Dynamics”.

„Jeśli zostanę z tobą, firma mojego ojca znajdzie się w ogniu krzyżowym”.

„Ale oświadczyny” – wyjąkał Marcus, wskazując na pierścionek na jej palcu. „Zaręczyliśmy się”.

Isabella spojrzała na pierścionek, po czym zdjęła go i rzuciła na biurko. Odbił się i wylądował obok butelki whisky.

„Ten pierścionek został kupiony na kredyt, prawda?” – zadrwiła. „Sprawdziłam paragon”.

„Zadzwoń do mnie, kiedy znów będziesz miliarderem. Do tego czasu nie zatonę razem z tym statkiem”.

Odwróciła się i wyszła.

Marcus usłyszał trzask zamykanych drzwi wejściowych. Opadł z powrotem na krzesło, chowając twarz w dłoniach.

Następnego ranka groźba Artura zaczęła się ujawniać.

Marcus dotarł do siedziby Thorne Dynamics o 8 rano i zastał drzwi zamknięte na klucz. Jego karta-klucz nie działała.

Wyszedł ochroniarz, którego wynajął Marcus.

„Przepraszam, panie Thorne” – powiedział niezręcznie strażnik. „Zarząd budynku zamknął obiekt na klucz”.

„Budynek jest mój!” krzyknął Marcus.

„Właściwie, proszę pana” – poprawił go strażnik – „budynek należy do Vanguard Holdings. Pan go dzierżawi”.

„I najwyraźniej jest tam klauzula o szkodach na reputacji i niezapłaconych płatnościach”.

„Wyrzucili firmę ze skutkiem od północy”.

Marcus wyciągnął telefon, żeby zadzwonić do swojego prawnika, ale na ekranie pojawił się komunikat: Usługa zawieszona.

Pobiegł do najbliższego bankomatu i włożył do niego swoją kartę debetową.

Brak wystarczających środków.

Arthur Sterling nie tylko go pozwał.

Pociągnął za sznurki globalnego systemu bankowego, żeby całkowicie odizolować Marcusa od społeczeństwa.

To było oblężenie.

Wróciwszy do apartamentu, Elena obudziła się czując zapach naleśników.

Weszła do kuchni otulona jedwabnym szlafrokiem, który dał jej Arthur.

Artur czytał gazetę. Wyglądał na bardziej ożywionego niż poprzedniego wieczoru.

„Dzień dobry” – uśmiechnął się Artur. „Załatwiłem kilka spraw”.

„Najpierw spotkamy się z prawnikami rodzinnymi, aby sformalizować zmianę nazwiska i dziedziczenie.”

„Po drugie, zatrudniłam stylistę. Jeśli chcesz być Sterlingiem, musisz się tak czuć”.

„Koniec z przecenami, tato” – powiedziała Elena, a to słowo wydało jej się dziwne, ale jednocześnie ciepłe. „Nie musisz mi niczego kupować”.

„Mam dwadzieścia pięć lat urodzin do nadrobienia” – powiedział surowo Artur. „Pozwólcie staremu człowiekowi”.

Przesunął gazetę po stole. Nagłówek brzmiał: Potentat technologiczny zwolniony – Marcus Thorne rozwodzi się ze spadkobiercą miliardera na kilka minut przed utratą imperium.

„Świat wie” – powiedział Artur – „i świat się z niego śmieje. Ale to dopiero początek”.

„Przejrzałem twoją ugodę rozwodową, Eleno. Tę, którą kazał ci podpisać.”

„To mnie odcina od wszystkiego” – powiedziała cicho Elena.

„To pozbawia cię dostępu do jego aktywów” – poprawił go Arthur. „Ale jednocześnie zwalnia cię z jego długów”.

„A czego Marcus ci nie powiedział – bo jest kłamcą – to że Thorne Dynamics ma miliony dolarów długu.”

„Wykorzystał pieniądze z IPO na spłatę pożyczek. Rozwodząc się z tobą, zatrzymał cały ten dług dla siebie”.

Oczy Artura niebezpiecznie zabłysły.

„A wiesz, kto kupił ten dług dziś rano za grosze?”

Elena spojrzała na ojca i po raz pierwszy uświadomiła sobie, jak przerażająco potężny był.

„Naprawdę?”

Artur uśmiechnął się.

„Nie. Zrobiłeś to. Kupiłem to na twoje nazwisko.”

„Technicznie rzecz biorąc, Eleno, jesteś teraz właścicielką kredytu hipotecznego na dom jego rodziców, jego samochód i jego firmę.”

Elena usiadła oszołomiona. Dynamika władzy zmieniła się tak gwałtownie, że aż zakręciło jej się w głowie.

„Co mam zrobić?” zapytała.

Artur popijał kawę.

„Cokolwiek zechcesz.”

Minęły dwa miesiące. Chicago odtajało, a śnieg zamienił się w błoto pośniegowe, zupełnie jak życie Marcusa Thorne’a.

Mieszkał w motelu na obrzeżach miasta. Rezydencja została przejęta przez wierzyciela trzy tygodnie temu. Cynthia przeprowadziła się do swojej siostry w Arizonie, obwiniając Marcusa o wszystko, zanim wyjechała.

Marcus był nie do poznania. Nie golił się od tygodni. Jego garnitury były pogniecione. Spędzał dni na gorączkowych spotkaniach z prawnikami zajmującymi się upadłościami, którzy powtarzali mu to samo: daj sobie spokój.

Ale Marcus miał jeszcze jedną kartę do rozegrania.

Thorne Dynamics wciąż miał kod. Własność intelektualna była cenna. Gdyby tylko znalazł nabywcę algorytmu, mógłby spłacić dług i zacząć od nowa.

W końcu udało mu się załatwić spotkanie.

Firma-słup, Phoenix Ventures, wyraziła zainteresowanie kupnem algorytmu. Oferowali wystarczająco dużo, by oczyścić jego imię i zostawić mu kilka milionów.

To było koło ratunkowe.

Spotkanie zaplanowano na godzinę 10:00 w Sterling Tower.

Marcusowi nie podobało się to miejsce, ale darczyńcy nie mogą przebierać.

Wszedł do przeszklonej sali konferencyjnej na 40. piętrze, wygładzając krawat. Starał się emanować pewnością siebie, ale ręce mu się trzęsły.

Trzech prawników w szarych garniturach siedziało po jednej stronie długiego mahoniowego stołu.

„Panie Thorne” – powiedział główny prawnik. „Proszę usiąść”.

„Mam tu klucz kodowy” – powiedział Marcus, kładąc pendrive na stole. „Jest w pełni opatentowany. Jest wart z łatwością pięćdziesiąt milionów. Mogę go odstąpić za dwadzieścia”.

„Nie jesteśmy tu po to, żeby omawiać cenę, panie Thorne” – powiedział prawnik. „Jesteśmy tu po to, żeby omówić kwestię przekazania aktywów”.

„Poddać się?” Marcus zmarszczył brwi. „Sprzedaję, a nie poddaję się”.

„Kupujący nabył kontrolny udział w Państwa niespłaconych pożyczkach” – wyjaśnił prawnik. „Zgodnie z warunkami, jeśli nie będą Państwo w stanie spłacić pełnej kwoty głównej dzisiaj – a wiemy, że nie będą Państwo w stanie – kupujący ma prawo przejąć wszelkie zabezpieczenia w postaci własności intelektualnej. Dotyczy to również kodu”.

„To nielegalne” – Marcus wstał. „Kim jest ten nabywca? Phoenix Ventures. Pozwól mi z nimi porozmawiać”.

„Prezes Phoenix Ventures jest w drodze” – powiedział prawnik, zerkając na zegarek. „Aha. Jest”.

Podwójne drzwi na końcu pokoju otworzyły się. W ciszy rozległ się odgłos ostrych, pewnych kroków obcasów uderzających o podłogę.

Marcus odwrócił się, gotowy błagać, gotowy oczarować, gotowy zrobić wszystko, co konieczne.

„Słuchaj, jestem pewien, że możemy coś wymyślić…”

Głos uwiązł mu w gardle.

Do pokoju weszła kobieta, która wyglądała jak Elena, ale nie była tą Eleną, którą znał.

Elena, którą znał, nosiła za duże swetry i przepraszała za zajmowanie miejsca.

Ta kobieta miała na sobie dopasowany biały kostium, który przylegał do niej jak druga skóra. Jej włosy – niegdyś spięte w niedbały kok – teraz opadały gładko i błyszcząco na plecy.

W uszach miała kolczyki z diamentami, a na nadgarstku zegarek Patek Philippe.

Ale największą zmianą były jej oczy.

Byli zimną stalą.

Podeszła do szczytu stołu i usiadła. Nie patrzyła na prawników.

Spojrzała prosto na Marcusa.

„Witaj, Marcusie” – powiedziała spokojnie.

„Eleno” – wyszeptał Marcus, chwytając się oparcia krzesła. „Ty? Jesteś kupcem?”

„Jestem Phoenix Ventures” – poprawiła. „I obawiam się, że mam złe wieści dotyczące twojego kodu”.

„Moi analitycy to sprawdzili. To nieefektywne.”

„Nieefektywny?” wybełkotał Marcus. „To ja napisałem ten kod. Jest genialny”.

„Jest przestarzały” – powiedziała Elena, otwierając plik. „W zeszłym tygodniu zatrudniłam zespół programistów z MIT. Przepisali cały twój backend w trzy dni”.

„Działa szybciej, taniej i lepiej”.

„Twój kod jest bezwartościowy, Marcusie.”

„Nie chcę tego kupić.”

Marcus poczuł, że pokój wiruje.

„W takim razie… dlaczego tu jesteśmy?”

„Ponieważ” – powiedziała Elena, pochylając się do przodu – „wciąż jesteś mi winien dwanaście milionów dolarów”.

„Nie mam tego” – krzyknął Marcus. „Wiesz, że nie mam tego. Zabrałeś wszystko”.

„Nic nie wzięłam” – powiedziała Elena. „Po prostu kupiłam to, co wyrzuciłaś”.

„Zmarnowałeś swoje małżeństwo. Zmarnowałeś swój honor. I zmarnowałeś swoją wypłacalność”.

Przesunęła po stole pojedynczą kartkę papieru.

„To oferta pracy” – powiedziała Elena.

Marcus mrugnął.

“Co?”

„Czuję się hojnie” – powiedziała Elena lodowatym głosem. „Przejmuję Thorne Dynamics jako spółkę zależną Sterling Industries”.

„Potrzebuję kogoś, kto zajmie się zarządzaniem starszymi serwerami w piwnicy.”

„Płaci najniższą krajową, nie ma świadczeń, ale uchroni cię przed więzieniem dla dłużników”.

Marcus wpatrywał się w papier.

Była to umowa na usługi sprzątania i konserwacji.

„Chcesz, żebym był woźnym we własnej firmie?”

„To nie twoja firma” – powiedziała ostro Elena. „To moja. I szczerze mówiąc, Marcus, masz szczęście, że w ogóle jesteś w tym budynku”.

„Chcesz tej pracy czy nie?”

Marcus spojrzał na prawników. Mieli kamienne twarze.

Spojrzał na Elenę. Nie blefowała.

Jego duma walczyła z instynktem przetrwania.

„Wezmę to” – wykrztusił.

„Dobrze” – powiedziała Elena, wstając. „Zgłoś się do piwnicy. Zaczynasz za dziesięć minut”.

„A Marcus?” Spojrzał w górę, załamany.

„Nie spóźnij się” – powiedziała. „Nienawidzę spóźnień”.

Elena odwróciła się i wyszła z pokoju.

Nie obejrzała się. Nie czuła takiej potrzeby.

Mężczyzna, który ją prześladował, który sprawiał, że czuła się mała, był teraz po prostu pracownikiem w piwnicy jej życia.

Idąc w stronę windy, zobaczyła Arthura czekającego na nią. Promieniał dumą.

„Jak się z tym czułaś?” zapytał.

„Nie czułam, że to zemsta” – przyznała Elena, zaskoczona własnymi odczuciami. „Czułam, że to interesy”.

„Oto moja dziewczyna” – zaśmiał się Artur. „No, chodź. Mamy galę do wzięcia”.

„I tym razem” – dodał – „nie wejdziesz przez drzwi służbowe”.

Ale historia jeszcze się nie skończyła.

Gdy weszli do windy, zadzwonił telefon Eleny.

Wiadomość tekstowa z nieznanego numeru:

Myślisz, że wygrałaś, mała dziewczynko, ale zapomniałaś o jednym. W szafie Sterlinga też są trupy, a ja właśnie znalazłam jeden duży.

Elena zmarszczyła brwi i pokazała telefon Arthurowi.

Twarz Artura zbladła. Radość zniknęła z jego oczu.

„Kto to jest?” zapytała Elena.

„Nie wiem” – skłamał Artur, ale jego ręka znów drżała. „Zignoruj ​​to”.

Elena nie mogła zignorować tego tekstu, ponieważ dołączony był do niego obrazek.

Zdjęcie zrobione dwadzieścia lat temu, gdy Arthur witał się ze znajomym mężczyzną, który wyglądał dokładnie jak ojciec Marcusa.

A w tle zdjęcia — trzymając na rękach dziecko podejrzanie podobne do Eleny — znajdowała się Cynthia Thorne.

Jazda windą na szczyt apartamentu przypominała kondukt pogrzebowy.

Elena ściskała telefon, a obraz Cynthii, trzymającej ją jak niemowlę, wrył się jej w siatkówkę. Arthur milczał, z zaciśniętą szczęką, aż mięsień na jego policzku drgnął.

Kiedy drzwi się otworzyły, Elena nie podeszła do okna, aby podziwiać widok.

Odwróciła się na pięcie i podniosła telefon do twarzy Arthura.

„Wyjaśnij” – zażądała.

Jej głos nie był głośny, ale brzmiał jak głos sędziego wydającego wyrok.

„Mówiłeś, że się zgubiłem. Mówiłeś, że akta zostały spalone. Ale oto Cynthia Thorne trzyma mnie, kiedy miałem trzy dni”.

„Ona wiedziała. Wiedziała, kim jestem.”

Artur westchnął, a dźwięk ten zdawał się głęboko rzęzić w jego piersi.

Podjechał wózkiem inwalidzkim do ukrytego w ścianie sejfu, za obrazem, wpisał kod i wyjął zniszczony skórzany teczkę.

„Nie okłamałem cię, Eleno” – powiedział Arthur, kładąc teczkę na stole. „Powiedziałem, że cię zgubiłem. Nigdy nie powiedziałem, że nie podejrzewałem, kto cię porwał”.

Elena otworzyła plik.

Był pełen raportów prywatnych detektywów sprzed dwudziestu lat. Zdjęcia młodszej Cynthii Thorne w uniformie pielęgniarki, wyciągi bankowe pokazujące duże wpłaty gotówki na konta Cynthii z zagranicznej spółki-fiszki.

„Cynthia nie była tylko towarzyszką” – wyznał Arthur ponurym głosem. „Dwadzieścia sześć lat temu była pielęgniarką oddziałową w prywatnej klinice, gdzie Catherine cię urodziła”.

„Kiedy Catherine zmarła, byłem w śpiączce. To Cynthia podpisała akt zgonu. To ona zajęła się przeniesieniem zmarłego niemowlęcia”.

„Ukradła mnie” – wyszeptała Elena, czując narastające przerażenie. „Dlaczego? Skoro wiedziała, że ​​jestem Sterlingiem, to dlaczego wrzuciła mnie do sierocińca? Czemu nie zażądała za mnie okupu?”

„Bo okup to jednorazowa zapłata” – powiedział Arthur. „Cynthia chciała imperium”.

Przejrzał stronę w pliku zatytułowaną: Operacja Długa Gra.

„Oddała cię do rodziny zastępczej, ale cię nie porzuciła. Spójrz.”

Elena wpatrywała się w dokumenty.

Były tam szkolne dokumenty z jej dzieciństwa w Ohio. Na dole każdego świadectwa widniał podpis kuratora sądowego.

C. Vance.

Fałszywe imię, ale pismo należało do Cynthii.

„Namierzyła cię” – wyjaśnił Arthur. „Dopilnowała, żebyś poszedł do tego konkretnego college’u społecznościowego”.

„Dopilnowała, żeby Marcus – jej własny syn – przeniósł się tam po tym, jak zrezygnował ze studiów na Ivy League”.

„Ona zaaranżowała wasze spotkanie.”

Elena poczuła mdłości. Złapała się krawędzi stołu, żeby utrzymać równowagę.

„Kawiarnia, w której poznaliśmy się z Marcusem. Wylał na mnie swój napój. Powiedział, że to był wypadek.”

„Nie było” – powiedział Arthur. „Cynthia go trenowała”.

„Wychowała Marcusa na czarującego drapieżnika. Plan był prosty: zmusić syna do poślubienia zaginionego dziedzica”.

„Gdybyście się pobrali, Cynthia „odkryłaby” waszą prawdziwą tożsamość. Jako wasz mąż, Marcus miałby prawną kontrolę nad waszym spadkiem”.

„Przejęliby Sterling Industries od środka”.

„Ale oni się ze mną rozwiedli” – powiedziała Elena, zdezorientowana. „Dlaczego?”

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top