„A reszta z was” – powiedziała Sarah – „jest na okresie próbnym”.
„Będziesz podlegał mojemu nowemu dyrektorowi operacyjnemu, panu Arthurowi Vance’owi, który będzie tu dziś po południu”.
Artur Vance.
Stary, zakurzony prawnik.
Jej rada.
Sarah zwróciła się do Khloe.
„Pani Bennett. Pani stanowisko jest zbędne.”
„Tak jak i twoja obecność.”
“Bezpieczeństwo.”
Podszedł strażnik.
Khloe spojrzała na Marka.
Jej oczy były szeroko otwarte z rozpaczy.
Potem nienawiść.
„Marku” – wyszeptała łamiącym się głosem – „powiedz coś”.
Mark spojrzał na Sarę.
Jego dyrektor generalny.
Jego żona.
Sarah patrzyła na niego z uniesionymi brwiami.
Spojrzenie mówiło: No dalej. Broń jej.
Mark spojrzał na obsydianowy stół.
W swoim odbiciu.
Żałosne.
Nic nie powiedział.
Khloe wyrwał się z gardła łamiący się szloch.
„Ty draniu” – syknęła.
Chwyciła swój czerwony notatnik i wyszła.
Teraz pokój wydawał się pusty.
A Mark został ostatni.
Sarah stuknęła raz długopisem.
„A pan, panie Thompson.”
Mark gwałtownie podniósł głowę.
Zabłysła iskierka nadziei.
Ona nadal mnie kocha.
To jest test.
Gra przewagi.
On nadal by…
„Och, nie” – powiedziała Sarah, jakby czytając w jego myślach.
„Zbyt łatwo cię zwolnić.”
„Zwolnienie cię to dar.”
„Nie dostaniesz prezentu, Marku.”
Uśmiechnęła się.
To była najzimniejsza rzecz jaką kiedykolwiek widział.
„Możesz zostać.”
„Będziesz mi składał raport.”
„Twój globalny dział sprzedaży został rozwiązany”.
„Twój nowy tytuł to Menedżer ds. Projektów Specjalnych.”
„A twoim pierwszym specjalnym projektem” – kontynuowała spokojnym głosem – „będziesz osobiście nadzorować pełny audyt i likwidację każdego oszukańczego konta, które utworzyłeś”.
„Kawałek po kawałku cofniesz każde kłamstwo, jakie kiedykolwiek powiedziałeś tej firmie”.
„Będziesz to robić z kabiny stażysty na 12. piętrze.”
Markowi opadła szczęka.
Sarah pochyliła się do przodu.
„Zaparkujesz na parkingu ogólnym. Nie w garażu dla kadry kierowniczej.”
„Dostaniesz swoją własną kawę.”
„Zobaczysz, jak przekształcam tę firmę w coś, o czym nigdy nie mogłeś marzyć”.
„A kiedy skończysz, kiedy posprzątasz każdy brud, jaki do ciebie należy, wtedy cię zwolnię”.
Ona wstała.
„Spotkanie zakończone”.
Witamy w nowym OmniCorp.
Jej obcasy stukały w rytm kroków.
Mark Thompson siedział sam w sali konferencyjnej.
Żywy duch w garniturze za dziesięć tysięcy dolarów.
Kobieta, którą Mark znał jako Sarę, nie istniała od osiemnastu miesięcy.
Prawdziwa Sarah — Sarah Jennings — umierała po trochu każdego dnia przez dziesięć lat.
Spakowała się do pudeł z napisami: żona, matka, gospodyni, patron.
Pudełko z napisem „geniusz” zostało zaklejone taśmą i wepchnięte pod łóżko w dniu jej ślubu.
Jej ojciec, Robert Jennings, nie był drobnym potentatem.
Był cichą legendą.
Był architektem algorytmów stojącym za trzema największymi ofertami publicznymi końca lat 90.
Nauczył Sarę kodowania, zanim nauczyła się jeździć na rowerze.
Nauczył ją czytać bilans, zanim nauczyła się prowadzić samochód.
Kiedy ukończyła studia na Uniwersytecie Stanforda, zdobywając jednocześnie dyplom z informatyki i ekonomii, mianował ją swoim dyrektorem ds. informatyki.
W wieku 25 lat pełniła funkcję dyrektora generalnego w firmie Jennings Capital i zarządzała tak ogromnym portfelem, że wydawało się to niemal abstrakcyjne.
Potem jej ojciec zachorował.
Rak trzustki.
Sześć miesięcy.
W tym czasie poznała Marka Thompsona.
Był olśniewająco ambitnym dyrektorem sprzedaży w średniej wielkości firmie technologicznej.
Przystojny.
Uroczy.
Spojrzał na Sarę, jakby była cudem.
Zdawał się czcić jej umysł.
Był wytchnieniem od żalu.
Śmierć Roberta wywołała falę żalu.
Mark był łodzią ratunkową.
Wyszła za niego za mąż.
Po raz pierwszy chciała być normalna.
Trzeba się o niego zatroszczyć.
Zrezygnowała z pracy w Jennings Capital, przekazując bieżące zarządzanie najbardziej zaufanemu doradcy swojego ojca, Arthurowi Vance’owi, oraz zarządowi w Zurychu.
Powiedziała Markowi, że zarządza organizacją charytatywną prowadzoną przez jej ojca.
To było kłamstwo.
Kłamstwo, które powiedziała, żeby poczuć się wielkim.
Pozwoliła mu zarabiać na rodzinę dzięki pensji z OmniCorp, która dla niej była drobnymi pieniędzmi.
Pozwoliła mu zbudować świat, w którym wierzył, że jest królem, podczas gdy to ona była prawdziwym źródłem bogactwa królestwa.
Ich penthouse.
Jej pieniądze.
Klasa S.
Jej pieniądze.
Jego garnitury za pięć tysięcy dolarów.
Jej pieniądze.
Przekonywała samą siebie, że to miłość.
Albo przynajmniej pokój.
Iluzja rozwiała się pewnego deszczowego wtorku w marcu.
Mark był pod prysznicem.
Jego telefon, strzeżony niczym tajemnica państwowa, zawibrował na stoliku nocnym.
Tekst C. Bennetta.
„Wczorajsza noc była szalona. Wow, nie żartowałeś z tym widokiem z mojego nowego mieszkania. Do zobaczenia na spotkaniu. Czerwona sukienka gotowa.”
Sarah wpatrywała się w ekran.
Jej serce nie pękło.
Zrobiło się zimno.
Nie chodziło tylko o romans.
To było to zdanie.
Moje nowe miejsce.
Sarah zrobiła to, do czego została wyszkolona.
Zebrała dane.
Zalogowała się na wspólne konto, które Mark uważał za ich konto główne.
Zobaczyła przelew 250 tys. dolarów na konto Khloe Bennett, zakodowany jako premia za podpisanie umowy.
Widziała, jak opłaty za wynajem apartamentu w Streeterville były przekazywane za pośrednictwem funduszu dyskrecjonalnego zarządu.
Następnie przejrzała dokumenty OmniCorp.
Dokonała odniesień do podróży.
Odkryła Omegę.
Biorąc pod uwagę jej przeszłość, zobaczenie odcisków palców zajęło jej mniej niż godzinę.
Mark nie tylko oszukiwał.
Dopuszczał się oszustwa elektronicznego.
I robił to źle.
Ostateczny cios nastąpił, gdy odkryła źródło pochodzenia uchwytu Omega.
On nie okradł po prostu firmy.
Za pomocą serii nieudolnych manewrów okradł ją.
Z mniejszego funduszu powierniczego, do którego głupio dała mu częściowy dostęp na „w nagłych wypadkach”.
Wyciągał miliony, żeby zawyżać wyniki sprzedaży.
Aby wyglądać jak król, którego udawał.
On nie tylko złamał jej serce.
Obraził jej inteligencję.
To była noc, kiedy zmarła jego żona, Sarah.
Sarah Jennings, dyrektor generalna, odrodziła się.
Następnego dnia poleciała do Zurychu.
Wyjazd do spa – powiedziała mu.
Spotkała się z Arthurem Vance’em i zarządem.
„Mam nowy cel przejęcia” – powiedziała beznamiętnym głosem.
Artur uniósł brwi.
„OmniCorp? To bałagan. Przewartościowani. Fatalne kierownictwo. Liczby sprzedaży to fikcja”.
„Wiem” – powiedziała Sarah.
„Dlatego są narażeni”.
„To fikcja mojego męża.”
„Kupimy to.”
„Kupimy wszystko.”
Spojrzenie Artura stało się ostrzejsze.
„To nie są interesy, Sarah. To zemsta.”
„Mylisz się” – odpowiedziała.
„Zemsta jest emocją.”
„To jest zwalczanie szkodników.”
„On jest karaluchem w moim domu.”
„Nie będę na niego nadepnąć.”
„Kupię budynek, postawię namiot i przeprowadzę fumigację.”
Tak narodziło się SJ Ventures.
Duch oddziału Jennings Capital.
Przez osiemnaście miesięcy Sarah prowadziła podwójne życie.
W ciągu dnia była zdenerwowaną Sarą — planowała zbiórki pieniędzy, zajmowała się harmonogramami dzieci, pytała Marka o pozwolenie na przelanie pieniędzy.
W nocy była Sarą Jennings — prowadziła szyfrowane rozmowy z Zurychem i Londynem, kierowała wrogim przejęciem, zatrudniała biegłych księgowych, przygotowywała sprawę.
Obcięła włosy.
Kupiła nową garderobę.
Trzymała je w prywatnym biurze w centrum miasta, pod nazwiskiem Arthura.
Przemiana nastąpiła cicho.
A kiedy Mark pożegnał ją po raz ostatni: „Muszę iść, kochanie. Kocham cię” – ostatnia iskierka litości wyparowała.
Obserwowała, jak drzwi windy się zamykają.
Następnie zadzwoniła do Artura.
„Stało się” – powiedziała.
„Wykonaj ostatnie proxy.”
„Przygotuj samochód.”
„Tak” – dodała spokojnym głosem.
„Dziś jest dzień herbaty.”
Nowy świat Marka Thompsona był beżowy.
Po tym, jak Sarah — pani Jennings — opuściła salę konferencyjną na 88. piętrze, pozostał na swoim miejscu, aż cisza w pomieszczeniu stała się nie do zniesienia.
Bezpieczeństwo powróciło.
„Panie Thompson” – powiedział strażnik bez złośliwości – „zostaliśmy poinstruowani, żeby odprowadzić pana na nowe stanowisko pracy”.
Przeprowadzili go obok apartamentu dyrektorskiego.
Mijając ruchliwą halę sprzedaży, gdzie ludzie kiedyś go pozdrawiali.
Do windy serwisowej.
W dół.
W dół.
W dół.
Na 12. piętrze unosił się zapach zjełczałej kawy i zakurzonego papieru.
Brak okien od podłogi do sufitu.
Tylko małe iluminatory patrzące na ceglany szyb.
Jego nowe biuro mieściło się w beżowym boksie o połowie wysokości.
Na biurku stał dziesięcioletni Dell, zwykły telefon i zszyty dokument.
Projekt Clean Sweep.
Kierownik: M. Thompson.
Skonfiskowano mu klucze.
Jego przepustka parkingowa została dezaktywowana.
Jego karta firmowa została odrzucona.
Tej nocy próbował wrócić do domu.
Portier w apartamencie nie pozwolił mu wejść.
„Panie Thompson” – powiedział mężczyzna łagodnie – „Instrukcje pani Jennings są jasne. Nie wolno panu wejść”.
„To mój dom” – ryknął Mark. „Moje nazwisko jest w akcie własności”.
Portier wyglądał na smutnego.
„Właściwie, proszę pana, tak nie jest.”
„Właścicielem apartamentu jest Jennings Capital.”
„Polecono nam usunąć twoje nazwisko z listy mieszkańców”.
Mark poszedł do Langham.
Jego osobista karta AmEx została odrzucona.
Zadzwonił do banku.
„Panie Thompson, to jest autoryzowane konto użytkownika należące do głównego właściciela konta – Sarah Jennings. Pańskie uprawnienia zostały cofnięte”.
Wylądował w hotelu Holiday Inn Express niedaleko lotniska.
Praca była dla mnie codziennym poniżeniem.
Każdego ranka, niczym dostawca, nosił akta na 88 piętro.
Gdy po raz pierwszy próbował z nią rozmawiać, Sarah nawet nie podniosła wzroku.
„To pani Jennings” – powiedziała.
„Czy plik jest gotowy?”
„A co z dziećmi?” – wyrzucił z siebie Mark. „Nie możesz ich zabrać”.
Leave a Comment