„Ten budynek jest tylko dla ludzi sukcesu” – oznajmił mój brat przy kolacji. Tata skinął głową: „Może spróbujcie w Section 8 Housing”. Cicho sprawdziłem telefon. Wtedy zadzwonił zarządca nieruchomości: „Właścicielu, czy powinienem przetworzyć wniosek o przedłużenie umowy najmu?”

„Ten budynek jest tylko dla ludzi sukcesu” – oznajmił mój brat przy kolacji. Tata skinął głową: „Może spróbujcie w Section 8 Housing”. Cicho sprawdziłem telefon. Wtedy zadzwonił zarządca nieruchomości: „Właścicielu, czy powinienem przetworzyć wniosek o przedłużenie umowy najmu?”

„To było dziwne” – powiedziała w końcu Jennifer.

„Bardzo dziwne” – zgodziła się mama, patrząc na tatę z troską. „Myślisz, że jest jakiś problem z budynkiem? Jakiś problem finansowy?”

„Budynek jest doskonale zarządzany” – powiedział Marcus, ale jego głosowi brakowało typowej pewności. „Jestem w zarządzie. Wiedziałbym o ewentualnych problemach”.

„Chyba że ukrywają coś przed zarządem” – zasugerował tata.

Mój telefon znów zawibrował – tym razem od Roberta. Wstałem. „Przepraszam, muszę odebrać”.

„Sarah, jesteśmy w środku kryzysu rodzinnego” – zaczęła mama.

„Zaraz wracam.”

Wyszedłem na balkon i odpowiedziałem: „Cześć, Robert”.

„Przepraszamy, że przeszkadzamy Państwu podczas rodzinnego obiadu, ale mamy sytuację, która wymaga Państwa natychmiastowej uwagi”.

„Jaka sytuacja?”

„Przedłużenie umowy najmu twojej rodziny. Twój brat właśnie do mnie dzwonił i pytał o oferty mieszkań dla ciebie. A teraz jest ta prośba o spotkanie na jutro. Myślę, że musimy omówić, jak chcesz to załatwić”.

„Zająć się czym dokładnie?”

„To, że nie wiedzą, że jesteś właścicielem budynku”.

Spojrzałem przez szklane drzwi na moją rodzinę zgromadzoną przy stole, na ich twarzach malował się niepokój o ich tajemnicze spotkanie jutro. „Zajmę się tym” – powiedziałem cicho.

„Jesteś pewien? Bo to może się skomplikować. Twój brat jest w radzie najemców. Twoi rodzice mieszkają tu od trzech lat. Jeśli dowiedzą się, że przez cały ten czas byłeś ich właścicielem…”

„Dowiedzą się jutro o dziewiątej rano”

„Chcesz, żebym coś przygotował? Dokumenty, warunki umowy najmu…”

„Po prostu przygotujcie ich akta. Wszystkie. Historie płatności, notatki ze spotkań zarządu, złożone skargi, wszystko.”

„Jesteś tego pewien?”

Patrzyłem, jak Marcus krąży przy oknie z telefonem przy uchu, prawdopodobnie dzwoniąc do innych członków zarządu, żeby dowiedzieć się, co się dzieje. Mama ściskała dłoń taty, blada na twarzy. Jennifer gorączkowo pisała na telefonie, prawdopodobnie szukając w Google’u praw lokatorów.

„Jestem pewien.”

„Wszystko będzie gotowe. Sarah?”

“Tak.”

„Jeśli to cokolwiek znaczy, powinni byli traktować cię lepiej.”

Zakończyłem rozmowę i wróciłem do środka.

„Wszystko w porządku?” zapytała mama, a w jej głosie słychać było niepokój o własną sytuację.

„Dobra. Po prostu zajmij się pracą.”

„Praca?” powtórzył Marcus z roztargnieniem, wciąż wpatrując się w telefon. „Sarah, nie wiesz przypadkiem nic o zarządzaniu budynkami, prawda? Z twoją pracą konsultanta?”

„Wiem kilka rzeczy.”

„Czy właściciele zazwyczaj zwołują nagłe spotkania z najemcami? Czy to normalne?”

„To zależy od sytuacji.”

„Jaka sytuacja by tego wymagała?” – zapytał tata. „Płacimy czynsz na czas. Przestrzegamy wszystkich zasad obowiązujących w budynku. Jesteśmy idealnymi lokatorami”.

„A ty?”

Pytanie zawisło w powietrzu.

„Co to ma znaczyć?” Marcus znów przybrał obronny ton.

„Nic. Po prostu zastanawiam się, czy właściciel mógłby spojrzeć na sprawę inaczej.”

„Skąd wiesz, co widzi właściciel?” – zapytała Jennifer.

Wzięłam torebkę. „Powinnam już iść”.

„Wychodzisz?” Mama szybko wstała. „Ale nie skończyliśmy jeszcze omawiać twojej sytuacji mieszkaniowej”.

„Myślę, że omówiliśmy to już wystarczająco dużo na dziś wieczór.”

„Sarah, zaczekaj”. Głos taty zatrzymał mnie w drzwiach. „To jutrzejsze spotkanie… martwi nas. Wszystkich. Mówiłaś, że znasz się na zarządzaniu nieruchomościami. Czy jest coś, o co powinniśmy się martwić?”

Przyjrzałem się każdemu z nich. Tata z kompleksem wyższości. Mama z ciągłym rozczarowaniem. Marcus z protekcjonalnymi wskaźnikami sukcesu. Jennifer z zapożyczoną arogancją.

„Myślę, że powinieneś pójść na spotkanie i się dowiedzieć.”

„To nie pomaga” – warknął Marcus. „Jesteśmy rodziną. Jeśli coś wiesz…”

„Wiem, że jutro o dziewiątej masz spotkanie. Radzę się nie spóźnić.”

Zostawiłem ich tam, zdezorientowanych i zmartwionych, i zjechałem windą do holu z nowiutkim włoskim marmurem, który zatwierdziłem w zeszłym roku. Remont kosztował w rzeczywistości 240 000 dolarów, a nie 200 000, ale tata nigdy nie był dobry w szczegółach.

Mój telefon zadzwonił, gdy przechodziłem przez hol. To znowu Robert.

„Zmiana planów” – powiedział. „Twój brat właśnie do mnie oddzwonił i zażądał wyjaśnień, o co chodzi w tym spotkaniu. Grozi, że skontaktuje się bezpośrednio z właścicielem”.

„Niech spróbuje.”

„Poprosił o dane kontaktowe właściciela.”

„A co mu powiedziałeś?”

„Że cała komunikacja z właścicielem przechodzi przeze mnie. Ale – proszę pana – on robi się agresywny. Wspomniał o zasiadaniu w zarządzie, o znajomościach, o możliwości angażowania prawników”.

„Marcus zawsze wspomina o prawnikach. To jego koc bezpieczeństwa”.

„Czy mam mu powiedzieć, że właściciel odpowie na wszystkie jego pytania jutro?”

„Powiedz mu, że właściciel nie może się doczekać spotkania z całą rodziną punktualnie o dziewiątej rano. Z całą rodziną. Z twoimi rodzicami też.”

„Wszystkie. To będzie intensywne.”

„Robert, spędzili dziś dwie godziny, wmawiając mi, że jestem zbyt biedny, żeby mieszkać w budynku, który jest moją własnością. „Intensywny” to pojęcie względne.”

Zaśmiał się. „Słuszna uwaga. Przygotuję salę konferencyjną. Chcesz, żebym był na spotkaniu?”

„Zdecydowanie. I przynieś ich kompletne akta. Chcę mieć wszystkie spóźnione płatności, każdą skargę na hałas, jaką złożyli przeciwko sąsiadom. Za każdym razem, gdy Marcus wykorzystywał swoją pozycję w zarządzie, żeby grozić innym lokatorom – robił to już trzy razy, o ile wiem”.

„Wszystko jest udokumentowane. Naprawdę zwracałeś uwagę.”

„Zwracałem na to uwagę przez dwa lata. Jutro w końcu zobaczą to, co ja widziałem”.

Zakończyłem rozmowę i poszedłem do swojego samochodu, skromnej limuzyny, którą Marcus kiedyś nazwał żenującą. Tak naprawdę to było BMW, ale zdjąłem znaczki, bo wolałem się nie reklamować – tak jak wolałem nie reklamować, że jestem właścicielem luksusowego budynku za piętnaście milionów dolarów w samym sercu miasta.

Podróż do mojego mieszkania zajęła dwadzieścia minut – nie kawalerki, wbrew założeniom mojej rodziny – trzypokojowego penthouse’u po drugiej stronie miasta, w budynku, który kupiłam jako pierwszą nieruchomość inwestycyjną w wieku dwudziestu sześciu lat. Ale nigdy nie pytali o mój adres, nigdy nie prosili o wizytę, nigdy nie okazali mi wystarczającego zainteresowania, by odkryć prawdę.

Tej nocy przejrzałem dokumenty przesłane przez Roberta. Historia umowy najmu mojej rodziny była interesującą lekturą. Marcus złożył jedenaście skarg w ciągu dwóch lat – naruszenia przepisów dotyczących hałasu wobec sąsiadów, spory o parkowanie, żądania specjalnych uprawnień dla zarządu. Wykorzystywał swoją pozycję w zarządzie, aby cztery razy próbować obejść regulamin budynku, powołując się na „szczególne okoliczności”, które zawsze były dla niego osobiście korzystne. Mama i tata trzykrotnie spóźniali się z czynszem, zawsze z wyszukanymi wymówkami. Prosili również o specjalne zakwaterowanie na coroczne dwumiesięczne wakacje na Florydzie, chcąc podnająć mieszkanie na ten czas, mimo że było to wyraźnie zabronione w warunkach umowy najmu. Jennifer próbowała prowadzić butik internetowy w swoim mieszkaniu, wykorzystując hol do sesji zdjęciowych bez pozwolenia – dopóki inny lokator nie złożył skargi.

Ironia sytuacji nie umknęła mojej uwadze. Spędzili wieczór, kwestionując moją stabilność finansową, mieszkając w budynku, na który ledwo ich było stać, łamiąc zasady, które ich zdaniem ich nie dotyczyły, zakładając, że ich status jako mojej rodziny w jakiś sposób podnosi ich znaczenie. Jutro będzie czas na naukę.

Dotarłem do budynku o 8:30 następnego ranka. Robert był już w sali konferencyjnej, a na stole leżały akta.

„Są tutaj” – powiedział. „Wszyscy czterej. Przyjechali o 8:45 i zażądali natychmiastowego wypuszczenia. Kazałem im czekać w holu”.

„Jak wyglądają?”

„Zdenerwowany. Twój brat ciągle wspomina o swoim wykształceniu prawniczym. Twój ojciec ciągle pyta, czy potrzebuje obecności swojego prawnika. Twoja matka dzwoniła do mnie trzy razy, pytając, o co chodzi. A Jennifer… cicho. Chyba tylko ona zdaje sobie sprawę, że to może być poważne”.

„Sprawdźmy, czy ma rację”.

Zająłem miejsce na czele stołu konferencyjnego, tuż przed sięgającym od podłogi do sufitu oknem, z którego roztaczał się ten sam widok na miasto, którym Marcus chwalił się wczoraj wieczorem. Robert siedział po mojej prawej stronie, z dokumentami w pogotowiu.

„Wyślij ich na górę.”

Trzy minuty później moja rodzina weszła do sali konferencyjnej. Zatrzymali się, gdy mnie zobaczyli.

„Saro?” – Mama wyraźnie się zdziwiła. „Co ty tu robisz?”

„Uczestniczę w spotkaniu.”

„To prywatne spotkanie z właścicielem” – powiedział ostro Marcus. „Nie możesz po prostu…”

„Proszę usiąść” – powiedział Robert, wskazując na krzesła naprzeciwko mnie.

Siedzieli powoli, ich wzrok wędrował od Roberta do mnie i od akt leżących na stole.

„Dziękuję za przybycie” – zaczął Robert. „Jestem Robert Chin, zarządca Meridian Tower. Zarządzam tym budynkiem od pięciu lat, współpracując bezpośrednio z właścicielem w zakresie relacji z najemcami i zarządzania budynkiem”.

„Wiemy, kim jesteś” – przerwał mu tata. „Chcemy wiedzieć, dlaczego tu jesteśmy. Czego chce właściciel i dlaczego nasza córka jest na tym spotkaniu?”

„Właściciel poprosił o jej obecność.”

„Dlaczego właściciel miałby prosić o obecność Sarah?” zapytała cicho Jennifer.

Robert spojrzał na mnie. Skinąłem głową.

„Bo jestem właścicielem” – odpowiedziałem spokojnie.

Nastąpiła absolutna cisza.

Marcus się roześmiał. „To śmieszne”.

„Naprawdę?”

„Sarah, to nie jest śmieszne” – powiedziała mama. „Właściwie martwimy się o naszą sytuację życiową, a ty sobie żartujesz”.

„Nie żartuję, mamo.”

Robert przesunął dokument po stole. „Akt własności nieruchomości przeniesiony na Sarah Mitchell dwa lata i trzy miesiące temu. Cena zakupu 14,7 miliona dolarów. Obecna wartość szacunkowa 18,2 miliona dolarów”.

Tata drżącymi rękami podniósł dokument. Jego twarz zbladła, gdy czytał.

„To niemożliwe” – powiedział Marcus, ale jego głos stracił pewność. „Sarah nie ma piętnastu milionów dolarów. Nie ma piętnastu tysięcy. Jest spłukana. Jest nieudacznikiem. Ona… ona jest…”

„Ona jest twoją właścicielką” – przerwał Robert. „Odkąd kupiła budynek w styczniu dwa lata temu. Każdy wystawiony przez ciebie czek z czynszem, każda skarga, każde posiedzenie zarządu, w którym uczestniczyłeś jako przedstawiciel najemców – to ona była właścicielką, która otrzymywała te raporty”.

„Ale jak?” wyszeptała Jennifer.

„Jak mnie na to stać?” – zapytałem. „Albo jak to możliwe, że nie wiedziałeś?”

„Oba” – odpowiedział tata ochryple.

„Zacząłem kupować i sprzedawać nieruchomości, gdy miałem dwadzieścia trzy lata” – wyjaśniłem. „Najpierw małe inwestycje. Dwurodzinny, potem czterorodzinny, a potem mały apartamentowiec. Byłem w tym dobry – bardzo dobry. W wieku dwudziestu sześciu lat byłem właścicielem sześciu nieruchomości generujących znaczny dochód pasywny. W wieku dwudziestu ośmiu lat rozszerzyłem działalność na nieruchomości komercyjne. Meridian Tower był moim piętnastym nabytkiem”.

„Piętnaście nieruchomości” – powiedziała mama słabym głosem.

„Teraz siedemnaście. W zeszłym roku kupiłem kolejne dwa budynki.”

Marcus gwałtownie pokręcił głową. „Nie, to niemożliwe. Wiedzielibyśmy. Zarząd by mi powiedział. Firma zarządzająca…”

„Firma zarządzająca pracuje dla mnie” – powiedziałem. „Są przede mną podlegli. Zarząd jest organem doradczym, któremu pozwalam działać, ponieważ służy to relacjom z najemcami. Ale ostateczna władza należy do mnie”.

„Kłamałeś nas” – oskarżył tata.

 

„Żyję swoim życiem. Zakładałeś, że jestem biedny, bo nie noszę markowych ubrań i jeżdżę skromnym samochod

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top