https://smakimamy.wonderluhst.net/podeszlam-do-zlego-stolika-w-eleganckiej-restauracji-w-chicago-nieznajomy-wmowil-mi-ze-to-moja-randka-w-ciemno-a-kiedy-dowiedzialam-sie-ze-to-niewlasciwy-mezczyzna-juz-sie-w-nim/?fbclid=IwY2xjawP0ILpleHRuA2FlbQIxMABicmlkETFXZlY3b0s5M3NhNWViRTlzc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHsNv9s2AUR_J7Fgp0dcT_rYAiS3fGheuJkZTCD1ySnudeE3Kv8tqylgILoKV_aem_wMtAnkMsZjng-0zdbzQL7g#:~:text=Podesz%C5%82am%20do%20z%C5%82ego,pierwszego%20wsp%C3%B3lnego%20wieczoru

https://smakimamy.wonderluhst.net/podeszlam-do-zlego-stolika-w-eleganckiej-restauracji-w-chicago-nieznajomy-wmowil-mi-ze-to-moja-randka-w-ciemno-a-kiedy-dowiedzialam-sie-ze-to-niewlasciwy-mezczyzna-juz-sie-w-nim/?fbclid=IwY2xjawP0ILpleHRuA2FlbQIxMABicmlkETFXZlY3b0s5M3NhNWViRTlzc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHsNv9s2AUR_J7Fgp0dcT_rYAiS3fGheuJkZTCD1ySnudeE3Kv8tqylgILoKV_aem_wMtAnkMsZjng-0zdbzQL7g#:~:text=Podesz%C5%82am%20do%20z%C5%82ego,pierwszego%20wsp%C3%B3lnego%20wieczoru

„Chemia jest intensywna” – dodał Marcus. „Tak, niepokojąco oczywista. Jesteście pewni, że już nie…”

„Pracujemy powoli” – przerwał stanowczo Carter.

„Jak wolno?” zapytał Owen.

„Niesamowicie powolny. Lodowaty” – powiedział Carter.

“Dlaczego?”

Kolejna pauza.

„Nie chcę jej poganiać” – powiedział w końcu Carter ciszej. „Przeżyła bolesne rozstanie. Musi wiedzieć, że mówię poważnie. W tej sprawie. W jej sprawie”.

Serce Violet się ścisnęło.

„Jesteś dobrym człowiekiem, Carter” – powiedziała cicho Sarah – żona Jamesa, która spóźniła się i bez trudu włączyła się w chaos.

„Dobry człowiek, który wszystko przemyślał” – dodał Marcus. „Ale i tak cię kochamy”.

Violet odeszła, jej puls przyspieszył, a w jej piersi rozkwitło coś ciepłego i przerażającego.

Gdy godzinę później wyszli, Marcus odciągnął ją na bok, podczas gdy Carter był ściskany przez pozostałych.

„Opiekuj się nim” – powiedział cicho Marcus. „Udaje twardziela, ale czuje wszystko głęboko”.

„Tak zrobię”, obiecała Violet.

W samochodzie Carter spojrzał na nią.

„Werdykt?” zapytał.

„Są cudowne” – powiedziała. „Wyczerpujące. Ale cudowne”.

„To prawda.”

„Naprawdę mi się spodobałam” – dodała. „Skąd to wiesz? Po tym, jak mnie nieustannie drażnili, czy po tym, jak ukradli mi deser?”

„Ta część, w której Marcus dał ci swój numer i powiedział, żebyś zadzwonił, jeśli kiedykolwiek zrobię coś ‘głupiego’” – powiedział Carter.

Violet się zaśmiała.

„On to zrobił.”

„James, Owen i Leo też” – dodał sucho Carter. „Moi przyjaciele mi nie ufają”.

„Moi znajomi cię znają” – poprawiła.

Podjechał przed jej mieszkanie i wyłączył silnik.

„Dziękuję” – powiedział. „Za dzisiejszy wieczór. Za cierpliwość wobec nich”.

„Dobrze się bawiłam” – powiedziała. „Nawet kiedy opowiadali historię o tym, jak utknęliście w oknie”.

„Szczególnie wtedy” – powiedział.

Pomyślała o tym, co podsłuchała w kuchni – o tym, że chciał nie spieszyć się, że chciał jej pokazać, że mówi poważnie – i wzięła głęboki oddech.

“Furman?”

“Tak?”

„Ja też mówię poważnie” – powiedziała cicho. „Żebyś wiedział”.

Jego wyraz twarzy złagodniał. Sięgnął i schował kosmyk włosów za jej ucho.

„Dobrze wiedzieć” – powiedział.

Siedzieli tam przez chwilę, w powietrzu unosiło się mnóstwo możliwości.

Violet zastanawiała się, czy to już koniec, czy on ją pocałuje, czy ona tego chce.

Tak, zrobiła to.

Telefon Cartera zadzwonił ponownie.

Skrzywił się, patrząc na ekran.

„Klient. O dziesiątej wieczorem” – mruknął. „Architektura to wymagający zawód”.

Odebrał, bezgłośnie przepraszając. Violet machnęła ręką i weszła do środka, z bijącym sercem, odtwarzając w myślach miniony wieczór.

Gdy dotarła do drzwi, jej telefon zawibrował.

Carter: Nie przestaną do mnie pisać, jak bardzo cię lubią. Stworzyłem potwora.

Violet: Technicznie rzecz biorąc, wiele potworów.

Carter: Masz rację. Śpij dobrze, Violet.

Violet: Ty też, Carter.

Zasnęła uśmiechnięta, już czekając na to, co miało nastąpić.

„Ona cię przesłucha” – ostrzegł Carter, gdy podjechali pod uroczy, dwupiętrowy dom z ogródkiem od frontu, który wyglądał jak z magazynu. Na maszcie przy ganku powiewała amerykańska flaga.

„Moja matka nie ma pojęcia o granicach osobistych”.

„W porządku” – powiedziała Violet, starając się brzmieć pewnie. „Potrafię poradzić sobie z przesłuchaniem”.

„Czy potrafisz odpowiedzieć na pytania dotyczące Twojego pięcioletniego planu, idealnej liczby dzieci i Twoich przemyśleń na temat ślubu tradycyjnego w porównaniu ze ślubem w miejscu docelowym?”

Oczy Violet rozszerzyły się.

„Ona mnie o to zapyta?”

„Zapytała o to moją ostatnią dziewczynę podczas ich drugiego spotkania.”

„Co się stało z tą dziewczyną?”

„Uciekła. Dosłownie sfingowała awarię telefonu i nigdy nie wróciła”.

„Carter, to nie pomaga.”

Ścisnął jej dłoń i uśmiechnął się.

„Damy sobie radę. Jesteś znacznie odważniejsza od niej.”

Drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie i na ganek weszła drobna kobieta o ciemnych włosach przeplatanych siwizną i jasnych oczach.

„Musisz być Violet!” – wykrzyknęła, ściskając Violet z zaskakującą siłą. „Jestem Diane. Carter tyle nam o tobie opowiadał”.

„Naprawdę?” Violet spojrzała na Cartera, który nagle zaczął się bardzo interesować klombami.

„O tak” – powiedziała Diane. „Bez przerwy. »Violet to powiedziała«. »Violet tak myśli«. Zaczynałam już myśleć, że cię wymyślił”.

Wzięła Violet pod rękę i pociągnęła ją w stronę domu.

„Proszę. Obiad prawie gotowy. Mam nadzieję, że lubisz pieczonego kurczaka. Carter wspomniał, że nie jesteś wegetarianką, więc zrobiłam kurczaka z ziemniakami, fasolką szparagową i tę sałatkę, o której podobno wspominałaś, że lubisz, trzy tygodnie temu”.

Violet rzuciła Carterowi spojrzenie przez ramię.

On tylko wzruszył ramionami i poszedł dalej, trzymając ręce w kieszeniach.

W domu pachniało domowym jedzeniem i świeżymi kwiatami. Na korytarzu wisiały zdjęcia: Cartera jako niemowlęcia, jako dzieciaka z przerwą między zębami, jako niezdarnego nastolatka z aparatem ortodontycznym, jako młodego mężczyzny w todze i czepcu.

„Nie patrz na nie” – krzyknął głos z salonu.

Pojawił się młodszy mężczyzna, wyższy od Cartera, ale o takich samych ciemnych włosach i ostrych rysach twarzy.

„Są krępujące dla wszystkich zaangażowanych”.

„Violet, to mój brat Ethan” – powiedział Carter.

„Ethan, to jest słynna Violet.”

„Wreszcie” – powiedział Ethan, uśmiechając się szeroko. „Carter był dla ciebie nie do zniesienia. I mówię to dosłownie. W zeszłym tygodniu przestawił cały swój grafik, żeby pójść z tobą na kawę”.

„Nie przeorganizowałem całego swojego harmonogramu” – zaprotestował Carter.

„Odwołałeś spotkanie z klientem” – zauważył Ethan.

„Przełożyłem to.”

„To samo” – powiedział Ethan. A potem, szeptem scenicznym, rzucił do Violet: „Jest totalnie zauroczony. To piękne”.

„Stoję tutaj” – powiedział Carter.

„Wiemy” – zawołała Diane z kuchni. „Wszyscy siadajcie. Jedzenie gotowe”.

Obiad był przytłaczający w najlepszym tego słowa znaczeniu.

W ciągu pierwszych dziesięciu minut Diane zadała około czterdziestu pytań: gdzie Violet dorastała, czym zajmowali się jej rodzice, jak zaczęła zajmować się projektowaniem graficznym, czy chce kiedyś mieć dzieci.

„Mamo” – powiedział ostro Carter.

„Po prostu rozmawiam” – odparła Diane beztrosko.

Ethan najwyraźniej postanowił zawstydzić brata tak bardzo, jak to możliwe.

„Opowiadał ci o tym, jak utknął w drzwiach obrotowych?” – zapytał Ethan, podając Violet ziemniaki. „Miał dwadzieścia trzy lata i udało mu się wpaść w pułapkę, bo siedział w telefonie i nie zwracał uwagi”.

„Jak długo tu byłaś?” zapytała Violet, starając się nie uśmiechnąć.

„Dwie minuty” – mruknął Carter.

„Dziesięć minut” – poprawił go radośnie Ethan. „Mam nagranie z monitoringu. Mam kopię”.

„Oczywiście, że tak” – powiedział Carter. „Zagrasz to na moim weselu, prawda?”

„Oczywiście” – powiedział Ethan.

Carter zakrztusił się wodą.

„Ślub?” powtórzył.

„Ślubu nie będzie” – powiedział matce. „Spotykamy się od trzech tygodni”.

„Sześć tygodni to mnóstwo czasu, żeby się dowiedzieć” – powiedziała Diane spokojnie. „Kiedy poznałam twojego ojca, wiedziałam po dwóch”.

„Sześć” – powiedział Carter. „Minęło sześć tygodni”.

„Dokładnie” odpowiedziała Diane.

„Mamo, proszę jej nie odstraszaj.”

„Nikogo nie straszę. Mówię tylko, że kiedy wiesz, to wiesz”.

Violet poczuła, jak twarz jej płonie, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu. Było coś cudownego w tym chaosie, w tym, jak bardzo ta rodzina ewidentnie się kochała pomimo – a może właśnie dzięki – ciągłym dokuczaniom.

„Więc, Violet” – powiedziała Diane, pochylając się konspiracyjnie do przodu. „Co sądzisz o ślubach na świeżym powietrzu? Uważam, że są cudowne, ale trzeba się martwić pogodą. I owadami. Zawsze są jakieś owady”.

„Mamo” – powiedział Carter przerażony.

„Tylko pytam” – upierała się Diane. „Nie planujemy ślubu. Jeszcze nie. Ale dobrze jest przeprowadzić te rozmowy na wczesnym etapie. Komunikacja jest kluczowa”.

Ethan uśmiechnął się do serwetki.

Carter wyglądał, jakby chciał się schować pod stołem.

Później Diane poprosiła Violet o pomoc w zmywaniu, co tak naprawdę oznaczało konieczność przeprowadzenia z nią wywiadu w cztery oczy.

„Wiem, że Carter pewnie cię przede mną ostrzegał” – powiedziała Diane, podając jej naczynie do wyschnięcia. „Potrafię być trochę entuzjastyczna”.

„Trochę” – powiedziała Violet z uśmiechem. „Pytałaś mnie o miejsca na wesele, zanim jeszcze usiadłam”.

„Jestem podekscytowana” – powiedziała Diane. „Carter nie przyprowadził nikogo do domu od lat. A już na pewno nie kogoś, na kogo patrzy tak, jak na ciebie”.

Dłonie Violet znieruchomiały.

„Jak on na mnie patrzy?” zapytała cicho.

Diane się uśmiechnęła.

„Jakbyś była odpowiedzią na pytanie, o którym nie wiedział, że je zadaje”.

Ścisnęła ramię Violet.

„To dobry człowiek, mój synu. Za dużo pracuje, za dużo myśli, ale ma wielkie serce. Widzę, że jesteś dla niego dobry. Jest lżejszy w twoim towarzystwie”.

„Dziękuję” – powiedziała Violet ze ściśniętym gardłem. „To wiele znaczy”.

„Tylko go nie krzywdź, dobrze?” dodała Diane, życzliwie, ale stanowczo. „Może i udaje twardziela, ale głęboko przeżywa”.

„Nie zrobię tego” – obiecała Violet. „Naprawdę mi na nim zależy”.

Diane promieniała.

„Dobrze. A teraz, ile chcesz dzieci? Carter zawsze mówił dwójkę, ale myślę, że trójka to dobra liczba. Wiesz, co mówią o środkowych dzieciach…”

„Mamo” – powiedział Carter, pojawiając się w drzwiach z zaniepokojoną miną. „Przestań ją przesłuchiwać”.

„Nie przesłuchuję. Budujemy więź” – powiedziała Diane.

„Planujesz nasze hipotetyczne dzieci” – powiedział Carter.

„Ktoś musi” – zawołał Ethan, wchodząc po kolejny drink. „Jeśli to ma jakieś znaczenie, Violet, myślę, że radzisz sobie z tym jak mistrzyni. Ostatnia dziewczyna Cartera o mało się nie rozpłakała w tym miejscu”.

„Ona nie płakała” – zaprotestował Carter.

„Zdecydowanie się popłakała” – powiedział Ethan. „Widziałem to”.

Później, gdy wychodzili, Ethan odciągnął Violet na bok, a Diane przytuliła Cartera i przypomniała mu, żeby zadzwonił do niej jutro.

„On cię naprawdę lubi” – powiedział cicho Ethan. „Nigdy go takiego nie widziałem”.

„Ja też go bardzo lubię” – powiedziała Violet.

„Dobrze” – uśmiechnął się Ethan. „Bo jeśli złamiesz mu serce, wiem, gdzie teraz mieszkasz”.

„To wcale nie jest niepokojące” – powiedziała Violet.

„Uczyłem się od najlepszych” – powiedział, kiwając głową w stronę Diane.

W samochodzie Carter głęboko odetchnął.

„Przepraszam” – powiedział.

„Po co?”

„Mimo tego wszystkiego.”

„Żartujesz?” powiedziała Violet. „Są cudowne. Całkowicie przytłaczające, inwazyjne i cudowne”.

Spojrzał na nią zaskoczony.

„Nie jesteś przerażony?”

„Ani trochę” – powiedziała, biorąc go za rękę.

„Twoja mama cię kocha. Twój brat cię uwielbia. I sprawili, że poczułem się mile widziany w najbardziej chaotyczny sposób, jaki tylko można sobie wyobrazić. Podobali mi się.”

„Nawet gdy mama pytała cię o wymarzoną liczbę dzieci?”

„Szczególnie wtedy” – powiedziała Violet.

Carter podniósł jej dłoń do ust i złożył pocałunek na jej kostkach, co sprawiło, że jej serce zabiło mocniej.

„Dziękuję, że to przeżyłeś” – powiedział.

„Kiedykolwiek” – odpowiedziała.

Podczas jazdy zadzwonił telefon Violet.

Nieznany numer: Tu Ethan. Carter nie wie, że wziąłem twój numer z jego telefonu. Jeśli zrobi coś naprawdę głupiego, zadzwoń do mnie. Poza tym, mama już cię kocha. Witaj w rodzinie.

Violet się uśmiechnęła i zapisała numer.

Może było za wcześnie, żeby powiedzieć to głośno, ale słowa „witamy w rodzinie” brzmiały miło.

Byli w barze winnym w centrum miasta, gdy wszystko się posypało.

Carter opowiadał Violet o swojej ostatniej wpadce z klientem – o oknach otwierających się do wewnątrz zamiast na zewnątrz – gdy przerwał w pół zdania, a cała jego twarz rozpromieniła się w taki sposób, że Violet poczuła skurcz w żołądku.

„Ruby” – powiedział.

Szybko wstał, a Violet odwróciła się i zobaczyła kobietę zbliżającą się do ich stolika.

Była olśniewająca. Długie, ciemne włosy, idealna postawa, pewność siebie emanująca z każdego kroku. Jej elegancka czarna sukienka kosztowała pewnie więcej niż czynsz Violet. Kiedy się uśmiechała, jej uśmiech był olśniewający.

„Carter Sinclair” – powiedziała ciepło, przyciągając go do siebie w uścisku, który trwał o chwilę za długo, jak na komfort Violet. „Minęło już tyle czasu”.

„Dwa miesiące” – poprawił ją, ale uśmiechał się szeroko. „Ruby, to jest Violet. Violet, to jest Ruby Donovan. Znamy się od studiów”.

„Miło mi cię poznać” – powiedziała Ruby, wyciągając idealnie wypielęgnowaną dłoń.

„Ty też” – wykrztusiła Violet, potrząsając nią.

„Mogę go na chwilę ukraść?” – zapytała Ruby. Już ciągnęła Cartera w stronę baru. „Potrzebuję rady w sprawie tego beznadziejnego wykonawcy, z którym mam do czynienia”.

I tak oto Violet została sama przy stole.

Przyglądała się im przy barze – swobodnemu sposobowi, w jaki rozmawiali, poufałości, z jaką Ruby dotykała ramienia Cartera, sposobowi, w jaki nachylał się, żeby ją usłyszeć mimo hałasu. Wyglądali razem dobrze. Naturalnie. Jakby należeli do tego samego, wypolerowanego, odnoszącego sukcesy świata.

Zazdrość ścisnął żołądek Violet, ostrą i paskudną.

Nie miała prawa tak czuć.

Spotykali się zaledwie kilka tygodni. Carterowi pozwolono mieć przyjaciół. Przyjaciółki. Piękne, utalentowane przyjaciółki, które ewidentnie go uwielbiały.

Ale świadomość tego nie sprawiła, że ​​ból stał się mniej dotkliwy.

Kiedy Carter wrócił dziesięć minut później, nadal się uśmiechał.

„Przepraszam za to” – powiedział, siadając. „Ruby remontuje dom, a wykonawca to ponoć koszmar”.

„Wszystko w porządku” – powiedziała Violet, biorąc duży łyk wina.

„Jest świetna, prawda?” kontynuował Carter. „Od tygodni próbowałem namówić was na spotkanie”.

„Wydaje się miła” – powiedziała Violet.

Carter lekko zmarszczył brwi, przyglądając się jej twarzy.

„Co się stało?” zapytał.

„Nic” – odpowiedziała Violet.

“Fioletowy.”

„Mówiłam, że to nic takiego”. Wymusiła uśmiech. „Opowiedz mi więcej o tych oknach otwieranych do wewnątrz”.

Reszta wieczoru była dziwna.

Violet nie mogła pozbyć się obrazu Ruby obejmującej Cartera, tej swobodnej intymności między nimi, tego, jak zmieniła się cała jego twarz, gdy ją zobaczył.

Próbowała skupić się na rozmowie, na dłoni Cartera trzymającej jej dłoń nad stołem, ale jej myśli wciąż błądziły.

Mają wspólną historię. Lata. Co jeśli on nadal ją kocha? Co jeśli jestem tylko chwilową rozrywką, dopóki tego nie zrozumie?

„Znowu to robisz” – powiedział cicho Carter.

„Co robisz?” zapytała.

„Za dużo myślisz. Widzę to po twojej twarzy. Porozmawiaj ze mną.”

„Nic mi nie jest” – skłamała Violet. „Naprawdę. Po prostu jestem zmęczona”.

Wiedział, że to kłamstwo. Ona wiedziała, że ​​on wie. Ale nie naciskał. W jego oczach pojawił się niepokój, po czym zmienił temat na lżejszy.

Później, gdy odprowadzał ją do drzwi, przyciągnął ją do siebie.

„Powiedziałabyś mi, gdyby coś było nie tak, prawda?” zapytał.

„Oczywiście” – odpowiedziała.

Kolejne kłamstwo.

Jego pocałunek w czoło był delikatny. Violet poczuła, jak poczucie winy miesza się z zazdrością. Był szczery i troskliwy. A teraz bała się przyznać, że widok go z inną kobietą przyprawia ją o płacz.

„Dobranoc, Violet” – mruknął Carter w jej włosy.

„Dobranoc” – wyszeptała.

Gdy znalazła się w swoim mieszkaniu, osunęła się na kanapę i pozwoliła, by połączenie przychodzące od Mai zostało przekierowane na pocztę głosową.

Nie mogła o tym rozmawiać.

Nie potrafiła przyznać, że po tym wszystkim – po zdradzie byłego partnera, po wszystkich obietnicach, jakie sobie złożyła, że ​​tym razem będzie mądrzejsza – zakochuje się w kimś, kto może nie czuć tego samego.

Jej telefon zawibrował.

Carter: Wiem, że coś cię trapi. Kiedy będziesz gotowy mi powiedzieć, jestem tutaj.

Violet wpatrywała się w wiadomość, a w jej oczach pojawiły się łzy.

Powinna mu powiedzieć.

Powinna być szczera i powiedzieć, że niepewność ją dręczy.

Ale co, jeśli przyznanie się do tego go odepchnęło? Co, jeśli zda sobie sprawę, że jest zbyt zniszczona, zbyt pracochłonna?

Violet: Nic mi nie jest. Jestem tylko zmęczona. Śpij dobrze.

Carter: Kłamca. Ale na razie odpuszczę. Słodkich snów.

Zasnęła, ściskając w dłoni telefon, czując się, jakby oblała jakiś niewidzialny test.

Następne kilka dni było pełne napięcia.

Violet próbowała zachowywać się normalnie, ale za każdym razem, gdy padało imię Ruby — a pojawiało się to często, bo miały wspólnych znajomych i nakładające się kręgi zawodowe — zazdrość wybuchała na nowo.

Carter zauważył. Oczywiście, że zauważył.

Zaczął więcej pisać, dzwonić, pojawiać się u niej z kawą i zatroskanym wzrokiem. Ale Violet nie potrafiła się zmusić do wyjaśnienia.

„Jak powiedzieć komuś, że zazdrościsz jego najlepszej przyjaciółce?” – zapytała Mayę kilka dni później podczas lunchu. „Jak przyznać, że panicznie boisz się, że znów zostaniesz zraniona?”

„Używając słów” – powiedziała bez ogródek Maya. „Porozmawiaj z nim”.

„Nie mogę.”

“Dlaczego nie?”

„Bo co, jeśli pomyśli, że jestem nierozsądna? Co, jeśli naprawdę jestem nierozsądna?”

„Nie jesteś nierozsądna. Jesteś człowiekiem. I masz za sobą historię bycia okłamywaną i zdradzaną. Oczywiście, że będziesz miała problemy z zaufaniem” – powiedziała Maya. „To nie jego wina. Ale to jego problem, jeśli chce być z tobą. Komunikacja, Violet. To nie jest opcjonalne”.

Violet nadal nie mogła tego zrobić.

Jeszcze nie.

Nie wtedy, gdy wszystko wydawało się tak kruche.

Powtarzała sobie, że to minie. Że po prostu potrzebuje czasu.

Zamiast tego było jeszcze gorzej.

Pewnego popołudnia wychodziła z kawiarni, gdy ich zobaczyła: Ruby i Cartera, siedzących przy stoliku na zewnątrz, z głowami pochylonymi ku sobie i pogrążonych w rozmowie.

Serce jej zamarło.

Powinna odejść.

Absolutnie nie powinna tam stać jak jakaś zazdrosna chmura burzowa.

Ale jej stopy nie chciały się ruszyć.

Ruby roześmiała się i uniosła telefon. Violet dostrzegła zdjęcie na ekranie blokady: dwoje małych dzieci z przerwą między zębami i promiennym uśmiechem.

Czekać.

Zanim mogła to przetworzyć, Ruby ją zauważyła.

„Violet!” zawołała, machając. „Hej!”

Carter odwrócił się, a jego twarz rozjaśniła się w sposób, który zazwyczaj przyprawiał Violet o szybsze bicie serca. Dziś po prostu poczuła się winna, że ​​w niego zwątpiła.

„Dołącz do nas” – powiedziała Ruby.

Violet nie miała żadnych dobrych wymówek, więc podeszła.

„Właśnie pokazywałam Carterowi zdjęcia z naszej wycieczki na plażę” – powiedziała Ruby, zwracając telefon w stronę Violet. „Mój mąż zabrał dzieci pierwszy raz nad ocean. Był chaos”.

„Mąż” – powtórzyła Violet.

„Dzieciaki” – dodał jej mózg.

„Jesteś żonaty?” wyrzuciła z siebie, zanim zdążyła się powstrzymać.

Ruby mrugnęła i wtedy dotarło do niej, co się stało.

„Och. Och” – powiedziała, zerkając to na Violet, to na Cartera. „Carter, nie powiedziałeś jej?”

„Co jej powiedzieć?” – zapytał Carter, marszcząc brwi.

„Jestem mężatką i mam dwójkę dzieci od pięciu lat” – powiedziała Ruby.

Marszczenie brwi Cartera pogłębiło się. Odwrócił się do Violet.

„Po co miałbym ci to mówić?” zapytał powoli.

Zatrzymał się.

„Czekaj. Czy byłeś… zazdrosny?”

Twarz Violet płonęła.

„Nie byłem… nie zrobiłem…”

„Byłaś” – powiedział cicho, a wyraz jego twarzy uległ zmianie.

„Cały ten tydzień miałeś wolne. Przez Ruby.”

„Siedzę tutaj” – powiedziała sucho Ruby. „Nie jestem obrażona. To jest wręcz urocze”.

„Przepraszam” – powiedziała Violet, zawstydzona. „Po prostu… wydawaliście się sobie tak bliscy. A ona jest taka piękna. I pomyślałam…”

„Że potajemnie kochałem swoją najlepszą przyjaciółkę, która była moja mężatką” – dokończył Carter.

„Kiedy tak to mówisz, brzmi to śmiesznie” – powiedziała słabo Violet.

„To trochę śmieszne” – odpowiedział. Ale już sięgał po jej dłoń przez stół.

„Violet, Ruby jest żoną Davida od czasu, gdy skończyliśmy studia. Byłem świadkiem na ich ślubie. Jestem ojcem chrzestnym obojga dzieci”.

Ruby uśmiechnęła się szeroko.

„A tak na marginesie, Carter ciągle o tobie gada” – powiedziała. „Żenująco ciągle. W zeszłym tygodniu spędził dwadzieścia minut, opisując, jak marszczysz nos, kiedy się skupiasz. Nigdy nie słyszałam, żeby ten facet mówił o czymkolwiek innym niż o przepisach budowlanych”.

„Ruby” – jęknął Carter.

„To prawda” – powiedziała, wstając. „W każdym razie powinnam iść. Jeśli zostawię Davida samego na zbyt długo, pozwoli dzieciom nauczyć psa otwierać szufladę na smakołyki”.

Ścisnęła ramię Violet.

„On jest jednym z tych dobrych” – powiedziała cicho. „Porozmawiaj z nim”.

Po wyjściu Ruby Carter i Violet siedzieli w niezręcznej ciszy.

„Przepraszam” – powiedziała w końcu Violet. „Powinnam była po prostu zapytać, zamiast zakładać”.

„Dlaczego tego nie zrobiłeś?” – zapytał.

„Bo…” Przygryzła wargę. „Bo mój były mnie zdradził z kimś, o kim mówił, że był „tylko przyjacielem”. Wiem, że to niesprawiedliwe wobec ciebie. Ale się przestraszyłam”.

Carter milczał przez chwilę, po czym przysunął krzesło bliżej.

„Nie jestem nim” – powiedział, biorąc ją za obie dłonie. „Nie będę cię okłamywał. Nie będę cię zdradzał. Nie będę sprawiał, że poczujesz się niewystarczająca”.

„Wiem” – szepnęła.

„Naprawdę?” – zapytał delikatnie. „Bo jeśli mamy to zrobić – naprawdę to zrobić – musisz mi zaufać. I potrzebuję, żebyś mi mówiła, kiedy się boisz, zamiast mnie odtrącać”.

Łzy napłynęły jej do oczu.

„Masz rację” – powiedziała. „Przepraszam. Postaram się poprawić”.

„Oboje damy sobie radę” – powiedział, muskając kciukiem jej kostki. „Komunikacja działa w obie strony. Powinienem był ci powiedzieć więcej o życiu Ruby. Dałem ci jasno do zrozumienia, że ​​nic tam nie ma”.

„To i tak nie byłaby twoja wina, że ​​byłam zazdrosna” – powiedziała.

„Nie” – zgodził się. „Ale by pomogło”.

Uśmiechnął się, ale tylko odrobinę.

„Muszę przyznać, że jest to dla mnie pewnego rodzaju komplement.”

„Nie pozwól, żeby to uderzyło ci do głowy” – ostrzegła.

“Poniewczasie.”

Wbrew sobie, roześmiała się.

Pochylił się i złożył na jej czole delikatny pocałunek, który wydawał się przebaczeniem.

Tego samego dnia jej telefon zawibrował.

Nieznany numer: Tu Ruby. Dostałam twój numer od Cartera. Kawa w przyszłym tygodniu? Muszę usłyszeć twoją wersję waszego poznania. Jego była bardzo stonowana.

Violet: Byłoby mi bardzo miło.

Ruby: Idealnie. Uprzedzam, że zapytam o twoje intencje mojego najlepszego przyjaciela. Ale obiecuję być milsza niż jego matka.

Violet: To nisko zawieszona poprzeczka.

Ruby: Wiem. Do zobaczenia we wtorek.

Violet się uśmiechnęła i zapisała numer.

Może myliła się co do Ruby.

Może myliła się w wielu kwestiach.

Ważne było to, że się uczyła.

A Carter był wystarczająco cierpliwy, żeby się z nią uczyć.

Restauracja była pełna, głośna, pełna weekendowej energii i brzęku kieliszków. Przyjaciele Cartera uparli się, żeby świętować awans Marcusa, co oznaczało, że wszyscy stłoczyli się przy stole przeznaczonym dla sześciu osób, przekrzykując się i zamawiając zdecydowanie za dużo jedzenia.

Violet naprawdę się bawiła.

Zrelaksowała się w towarzystwie, poznała ich rytm: okropne żarty Marcusa, zaskakująco przemyślane spostrzeżenia Leo, zwyczaj Owena podkradania frytek z talerzy innych osób, drużynowe komentarze Jamesa i Sarah.

„Muszę iść do toalety” – powiedziała Violet w chwili ciszy.

Carter ścisnął jej dłoń.

„Szybko wracaj” – powiedział. „Owen zerka na twoje frytki”.

„Jeśli ich dotkniesz, nie będziemy przyjaciółmi” – ostrzegła Owena Violet.

„Niczego nie obiecuję” – odpowiedział radośnie.

Układ restauracji wymagał przejścia obok baru i skręcenia za róg, żeby dotrzeć do toalet. Violet poszła, wzięła oddech, spojrzała na swoje odbicie i wróciła.

Była już prawie za rogiem, gdy usłyszała głos Marcusa, wznoszący się ponad hałas.

„Wciąż nie mogę uwierzyć, że wygrałeś ten zakład” – powiedział. „Byłem pewien, że zajmie to co najmniej miesiąc”.

Violet zamarła ukryta za ścianą.

Leo się roześmiał.

„Poważnie, jak to zrobiłaś pierwszej nocy?” – zapytał. „Co powiedziałaś?”

„Nie powiedziałem nic szczególnego” – odpowiedział Carter. „Chyba po prostu miałem szczęście”.

Mający szczęście.

Serce Violet zaczęło walić.

„Szczęściarz?” – prychnął Owen. „Wygrywasz te głupie zakłady od czasów studiów”.

W uszach jej dzwoniło.

Zakład.

Wygrał zakład już pierwszej nocy.

Ich pierwsza noc.

Restauracja. Pomyłka. Sposób, w jaki pozwolił jej mówić dalej, uśmiechnął się do jej zmieszania, poprosił o numer.

To wszystko była gra.

„Ile wygrałeś tym razem?” zapytał Marcus.

„Wystarczająco dużo, żeby kupić dzisiejszą kolację”, powiedział Leo.

Wzrok Violet stał się niewyraźny.

Przycisnęła dłoń do ściany, próbując odzyskać równowagę.

Głupia. Była taka głupia. Znów.

Po tym wszystkim, co się wydarzyło z jej byłym mężem i obiecała sobie, że będzie ostrożniejsza, dała się nabrać komuś, kto od samego początku nią manipulował.

Gdy w końcu zmusiła się, by wrócić do stołu, miała wrażenie, że jej nogi nie do końca należą do niej.

Carter podniósł wzrok, uśmiechnął się, a potem natychmiast zmarszczył brwi.

„Violet” – powiedział. „Co się stało?”

„Muszę iść” – wydusiła. Jej głos brzmiał jakby dochodził z oddali.

„Co? Dlaczego?” Zaczął wstawać.

„Nie.” Drżącymi rękami chwyciła torebkę. „Po prostu… nie.”

„Violet, porozmawiaj ze mną.”

„Czy byłam zakładem?” – zapytała, a słowa były ostre i jasne. „Pierwszej nocy. Czy byłam zakładem?”

Przy stole zapadła cisza.

Twarz Cartera pobladła.

„Co?” powiedział. „Nie. To nie jest…”

„Słyszałam cię” – powiedziała, patrząc to na niego, to na Marcusa i z powrotem. „Wygrałeś zakład. Pierwszej nocy. Ile ci zarobiłam, Carter?”

„Nie rozumiesz” – powiedział Carter, sięgając po jej ramię.

Szarpnęła się i odsunęła.

„Więc wyjaśnij to” – powiedziała. „Proszę. No dalej. Wyjaśnij, dlaczego to nie do końca jest tak, jak brzmi”.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top