„Cały czas obstawiamy głupoty” – powiedział szybko Marcus. „Jak wszystko. To nic nie znaczy”.
„To coś dla mnie znaczy” – powiedziała Violet łamiącym się głosem.
Spojrzała na Cartera – mężczyznę, w którym zaczęła się zakochiwać – i poczuła, jak wszystko się rozpada.
„Byłam dla ciebie tylko grą” – powiedziała. „Wyzwaniem. Żartem”.
„To nieprawda” – powiedział Carter z rozpaczą w głosie. „Violet, proszę…”
„Myślę, że wyjaśniłeś już wystarczająco dużo” – powiedziała.
Odwróciła się i odeszła.
Usłyszała, jak woła jej imię, usłyszała, jak Sarah mówi: „Poczekaj, nie rozumiesz”, ale mówiła dalej.
Z restauracji.
Na ulicę.
Wsiadła do pierwszej taksówki, jaką udało jej się zatrzymać.
Udało jej się wytrzymać, dopóki drzwi się za nią nie zamknęły. Wtedy popłynęły łzy.
Kiedy dotarła do mieszkania, zablokowała numer Cartera i wyłączyła telefon.
Nie zamierzała słuchać jego wyjaśnień.
Nie znowu.
Nigdy więcej.
Carter zadzwonił czterdzieści siedem razy w ciągu pierwszych dwudziestu czterech godzin.
Violet wiedziała, bo zostawiła włączony telefon, w milczeniu obserwując, jak jego nazwisko pojawia się na liście zablokowanych połączeń. Wiadomości piętrzyły się. Widziała, jak liczba powiadomień rośnie, nawet jeśli nie potrafiła odczytać ani jednego słowa.
Jej skrzynka odbiorcza zapełniała się wiadomościami głosowymi, których nikt nie słyszał.
Drugiego dnia Maya pojawiła się z jedzeniem na wynos i determinacją.
„Porozmawiaj z nim” – powiedziała, przeciskając się obok Violet do mieszkania.
„Nic nie słychać” – odpowiedziała Violet, wtulając się mocniej w kąt kanapy.
„Założył się o mnie. O nas. Jak mam się z tego wycofać?”
„Słuchając jego wyjaśnień” – powiedziała Maya. „Znasz Cartera. Znasz jego przyjaciół. Zakładają się o wszystko. W zeszłym tygodniu zakładali się, czy będzie padać deszcz”.
„Nie chodziło o pogodę” – powiedziała szorstko Violet. „Chodziło o mnie”.
„Nie wiesz tego” – powiedziała Maya. „Słyszałeś fragment rozmowy”.
„Wystarczająco dużo słyszałam” – powiedziała Violet. „Założył się i wygrał. Tej nocy, kiedy się poznaliśmy. Tej nocy, kiedy pozwolił mi myśleć, że jest kimś innym. A ja byłam na tyle głupia, żeby się na to nabrać”.
Maya westchnęła i opadła na kanapę obok niej.
„Nie jesteś głupia” – powiedziała. „Jesteś zraniona. Ale odtrącanie go, nie pozwalając mu się wytłumaczyć… Nie wiem, czy to naprawdę ty”.
Trzeciego dnia Marcus pojawił się w drzwiach Violet.
„Violet, proszę” – zawołał. „Musisz mi pozwolić wyjaśnić”.
Otworzyła drzwi na tyle długo, by móc powiedzieć „Nie”, po czym zamknęła je z powrotem.
„Chodziło o to, żeby cię zaprosić na randkę” – powiedział, podnosząc głos. „Zakład dotyczył tego, czy Carter będzie miał odwagę zaprosić cię na randkę po kolacji. To wszystko. Ciągle obstawiamy się o głupoty. O dodatki do pizzy, o sygnalizację świetlną, o cokolwiek. Nie chodziło o to, żeby cię wykorzystać”.
„Odejdź” – powiedziała, przyciskając czoło do drzwi.
„Carter jest okropny” – powiedział Marcus. „Pukał do twoich drzwi każdej nocy”.
„Wiem” – szepnęła.
Słyszała go. Słyszała ciche pukanie. Słyszała, jak wymawia jej imię jak modlitwę. Słyszała, jak w końcu odchodzi po długiej chwili milczenia.
„On jest w tobie zakochany” – powiedział Marcus.
Te słowa ranią bardziej niż cokolwiek innego.
„W takim razie nie powinien mnie wciągać w zakład” – odpowiedziała.
Zapadła cisza.
„Przepraszam” – powiedział w końcu Marcus. „Wszyscy przepraszamy. To był głupi żart i zrobiliśmy ci krzywdę. To nasza wina. Ale proszę, nie karz go za naszą głupotę”.
Piątego dnia Violet odebrała niespodziewany telefon od Diane.
„Violet, kochanie, to mama Cartera” – powiedziała Diane.
Violet prawie się rozłączyła.
Prawie.
„Cześć, Diane” – zdołała powiedzieć.
„Proszę, posłuchaj” – powiedziała Diane. „Wiem, co się stało. Albo wiem, co twoim zdaniem się stało. I wiem, że przyjaciele mojego syna to kompletni idioci, którzy nie myślą, zanim coś powiedzą”.
Mimo wszystko usta Violet drgnęły.
„To prawda” – powiedziała.
„Ale musisz coś wiedzieć” – ciągnęła Diane. „Carter zadzwonił do mnie rano po waszej pierwszej randce. Był przerażony. Powiedział, że poznał kogoś wyjątkowego i był przekonany, że wszystko zepsuł, pozwalając ci myśleć, że jest kimś innym. Jego przyjaciele założyli się z nim, że zgodzisz się na drugą randkę, bo wiedzieli, że boi się w to uwierzyć”.
Violet przełknęła ślinę.
„To nie był zakład o zdobycie cię jak jakiejś nagrody” – powiedziała Diane. „Chodziło o to, żeby dodał mu pewności siebie, żeby spróbował. Ci chłopcy od wczesnej młodości obstawiali głupie zakłady, żeby się nawzajem motywować do rozwoju. Zakładali się z Owenem, że nie zaprosi na randkę kobiety, która jest teraz jego żoną. Zakładali się z Jamesem, że nie rzuci okropnej pracy. Zakładali się z Carterem, że kobieta, w której ewidentnie się zakochał, przejrzy jego niezręczną szczerość i da mu prawdziwą szansę”.
„Nie wiem, czy mogę w to uwierzyć” – szepnęła Violet.
„To sam go zapytaj” – powiedziała Diane. „Niech wyjaśni. Zasługujesz na to. On też.”
Kiedy Diane się rozłączyła, Violet siedziała w milczeniu, wpatrując się w telefon.
Może uciekła za szybko.
Może pozwoli, by przeszłość dyktowała jej teraźniejszość.
Albo może po prostu rozpaczliwie szukała powodu, żeby mu wybaczyć.
Ona nie wiedziała.
Dwa tygodnie wydawały się wiecznością.
Maya w końcu przekonała Violet do opuszczenia mieszkania obietnicą dobrego jedzenia i lepszego wina.
„Nie możesz się wiecznie ukrywać” – powiedziała. „Mury się zbliżają. Zaufaj mi”.
Oczywiście wybrała Marello.
„To okrutne” – mruknęła Violet, przechodząc przez znajome szklane drzwi.
„To koniec” – powiedziała Maya. „Miałaś tu swoją pierwszą randkę. Teraz ją odzyskasz”.
Zajadali się właśnie przystawkami, gdy Violet go zobaczyła.
Carter stał przy wejściu z Marcusem, Leo i Owenem. Wszyscy byli wyraźnie ubrani na męski wieczór.
Jej serce się zatrzymało.
Potem znowu zaczął, zdecydowanie za szybko.
Wyglądał okropnie. Cienie pod oczami, włosy bardziej potargane niż zwykle, napięte ramiona.
Widok jego – zranionego i wyczerpanego – sprawił, że poczuła ból w piersi.
Potem spojrzał w górę.
Ich oczy spotkały się po drugiej stronie zatłoczonej restauracji.
Świat się zawęził.
„O nie” – wyszeptała Maya.
Carter powiedział coś do swoich przyjaciół. Violet patrzyła, jak Marcus chwyta go za ramię i powstrzymuje. Wymienili ostre słowa – Carter zdesperowany, Marcus kręcący głową – zanim Carter wyrwał się i podszedł prosto do jej stolika.
„Violet” – powiedział.
Jej imię wypowiedział szorstko, jakby krzyczał je w pustkę od kilku dni.
„Proszę” – powiedział cicho. „Czy możemy porozmawiać?”
Maya gwałtownie wstała.
„Muszę iść… coś sprawdzić” – powiedziała. „Zniknę na chwilę”.
„Maya—” powiedziała Violet.
Ale ona już się oddalała.
„Nie wiem, czy jest coś do powiedzenia” – powiedziała Violet, odwracając się do Cartera.
„Jest o czym mówić” – odpowiedział.
Gestem wskazał puste krzesło Mai.
“Proszę.”
Powinna odmówić.
Powinna mu powiedzieć, żeby odszedł.
Ale słowa Diane wciąż rozbrzmiewały w jej głowie.
„Pięć minut” – powiedziała.
Carter usiadł. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej niż z drugiego końca pokoju.
„Przepraszam” – zaczął. „Bardzo, bardzo przepraszam. Nie tylko za zakład. To znaczy, przepraszam za to, ale przepraszam, że nie wyjaśniłem tego lepiej. Że pozwoliłem ci uwierzyć w najgorsze”.
Przetarł twarz dłonią.
„Chłopaki zakładali się, czy będę miał odwagę zaprosić cię na randkę po kolacji” – powiedział. „To wszystko. To był zakład”.
„Słyszałam, że wygrałaś już pierwszej nocy” – powiedziała Violet ledwo słyszalnym głosem.
„Bo poprosiłem o twój numer” – powiedział. „Bo się zgodziłaś”.
Spojrzał na nią, jego oczy były surowe.
„Bałem się, że odmówisz” – przyznał. „Wiedzieli o tym. Zawarli głupi zakład, żeby zmusić mnie do zrobienia czegoś, czego bałem się zrobić sam”.
„Ale się z tego śmiałeś” – powiedziała. „Mówiłeś, że miałeś szczęście”.
„Masz szczęście, że się zgodziłaś” – powiedział. „Nie mam szczęścia, że cię oszukałem. Violet, wiem, jak to zabrzmiało. Wiem, przez co przeszłaś. Ale przysięgam – na wszystko, kim jestem – że nigdy nie skłamałem co do swoich uczuć”.
„Skąd to wiem?” – zapytała.
„Bo jestem tutaj” – powiedział drżącym głosem. „Na środku restauracji, w której się poznaliśmy, robiąc awanturę. Bo od dwóch tygodni co noc czekam pod twoimi drzwiami, licząc, że je otworzysz. Bo nie spałem, nie jadłem porządnie, nie byłem w stanie skupić się na niczym innym poza tym, jak bardzo to wszystko zepsułem”.
Łza spłynęła po policzku Violet.
„Twoi znajomi mówią, że zawsze wygrywasz takie zakłady” – powiedziała.
„Zakładamy się o wszystko” – powiedział. „To śmieszne. Czy będzie padać. Jaki smak pizzy skończy się pierwszy. Ile czerwonych świateł przejedziemy jadąc do domu. To po prostu… coś, co robimy. To głupie, ale nie złośliwe”.
Wyciągnął rękę przez stół, zatrzymując się tuż przed dotknięciem jej dłoni.
„Ale rozumiem, dlaczego to bolało” – powiedział. „Dlaczego usłyszałeś to w ten sposób. I przepraszam”.
„Chciałam wierzyć w najgorsze” – przyznała cicho Violet. „Bo to było łatwiejsze niż ponowne narażenie się na niebezpieczeństwo”.
„Wiem” – powiedział. „I nie winię cię”.
Jego głos złagodniał.
„Ale musisz wiedzieć jedno: nigdy nie byłaś dla mnie grą” – powiedział. „Od chwili, gdy usiadłaś przy moim stole, zdezorientowana, zdenerwowana i niesamowita, byłaś najprawdziwszą osobą w moim życiu”.
Spojrzała na niego.
Naprawdę mu się przyglądałem.
I nie widział nic poza prawdą.
„Tęskniłam za tobą” – wyszeptała.
Wyraz twarzy Cartera posmutniał.
„Też za tobą tęskniłem” – powiedział. „Bardzo”.
„Nadal jestem zła” – dodała.
„Powinieneś.”
„I bolało.”
„Wiem” – powiedział.
W końcu pokonał dzielący go dystans i delikatnie wziął ją za rękę, jakby chciała się od niego odsunąć w każdej chwili.
„Pozwól mi to naprawić” – powiedział. „Proszę. Daj mi szansę udowodnić, że to było straszne nieporozumienie i nic więcej”.
Violet spojrzała w stronę wejścia, gdzie stali jego przyjaciele i patrzyli.
Marcus pomachał jej lekko i przepraszająco.
Wyglądało na to, że Owen zaraz zacznie płakać.
„Czują się okropnie” – powiedział Carter. „Próbują to naprawić od dwóch tygodni”.
„Twoja mama do mnie dzwoniła” – powiedziała Violet.
Carter mrugnął.
„Ona co?”
„A Ethan napisał” – dodała Violet. „A Marcus zapukał do moich drzwi. Masz w życiu bardzo wytrwałych ludzi”.
„Kochają mnie” – powiedział po prostu Carter. „I widzieli, jak bardzo…” Przerwał i przełknął ślinę.
„Ile ci to kosztuje?” – zapytała.
Spotkał się z nią wzrokiem, a w jego spojrzeniu było tyle emocji, że zaparło jej dech w piersiach.
„Jak bardzo cię kocham” – powiedział.
Hałas w restauracji stał się ledwie słyszalny.
„Ty… mnie kochasz?” wyszeptała Violet.
Uśmiechnął się lekko, kreśląc kciukiem kółka na jej dłoni.
„Kochałem cię odkąd o mało co nie wylałaś na siebie wina i śmiałaś się zamiast się wstydzić” – powiedział. „Może nawet wcześniej. Wiem, że to szybko. Wiem, że nie jesteśmy razem długo. Ale wiem też, że nigdy nie czułem czegoś takiego do nikogo. A utrata ciebie przez ostatnie dwa tygodnie była najgorszą rzeczą, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem”.
Łzy spływały po twarzy Violet.
„Ja też cię kocham” – powiedziała. „Dlatego tak bardzo bolało. Bo spadałam, a ty po prostu czułem…”
„Nie byłem” – powiedział szybko. „Przysięgam, że nie byłem”.
Wstał gwałtownie.
„Wyjdź ze mną na zewnątrz” – powiedział. „Proszę. Pozwól mi wszystko dokładnie wyjaśnić”.
Pozwoliła mu poprowadzić się przez restaurację, mijając jego przyjaciół, którzy widocznie się odprężyli, mijając Maję, która szeroko otwierając oczy, pokazała jej kciuki w górę, i wyszła w chłodną noc.
Znaleźli się pod tym samym namiotem, pod którym pożegnali się po swojej pierwszej randce.
„Pełne koło” – powiedział cicho Carter.
„Tej nocy, po tym, jak wsiadłeś do taksówki” – powiedział – „zadzwoniłem do Marcusa. Wpadłem w panikę, bo właśnie spędziłem dwie godziny z tą niesamowitą kobietą, która uważała mnie za kogoś innego, a ja byłem przekonany, że zmarnowałem każdą szansę, zachowując się jak idiota”.
Violet pamiętała jego pierwszą wiadomość wysłaną późno w nocy. Jak szybko do niej doszło.
„Marcus powiedział, że za dużo myślę” – powiedział Carter. „Powiedział, że jeśli mnie polubisz – prawdziwego mnie – zgodzisz się na ponowne spotkanie. Nie uwierzyłem mu. Więc on i chłopaki się założyli. Głupi, bezsensowny zakład, że jeśli naprawdę cię zaproszę na randkę, to się zgodzisz, bo zobaczą to, w co ja nie chciałem uwierzyć”.
„Czemu się tak bałeś?” zapytała cicho Violet.
„Bo byłaś idealna” – powiedział po prostu. „Byłaś zabawna, mądra, miła i piękna. Dostrzegałaś mnie. Nie tylko moją pracę, nie tylko jakąś wypolerowaną wersję mnie. Zauważałaś moje nawyki, moje dziwactwa. Wytykałaś mi, kiedy zachowywałem się absurdalnie. Sprawiłaś, że chciałem być lepszy. Odważniejszy. To było przerażające”.
Zaparło jej dech w piersiach.
„Nie chciałeś mnie stracić” – powiedziała.
„Nie wiedziałem o tym” – odpowiedział. „Nigdy nie byłem w tym dobry. Za dużo pracuję. Wszystko planuję. Ale ty sprawiłeś, że chciałem zaryzykować”.
„Jesteś odważny” – powiedziała.
„Nie bez pomocy” – powiedział, uśmiechając się blado. „Właśnie o to chodziło. Moi przyjaciele mnie dopingowali, bo uważałem, że na ciebie nie zasługuję. Nie powinni byli tego robić, a ja powinienem był im to wcześniej wyjaśnić. Ale nigdy nie chodziło o to, żeby cię wykorzystać. Chodziło o mój strach”.
Wtedy zrozumiała.
Naprawdę zrozumiałem.
Nie chodziło o wygraną, gry czy kpienie z jej uczuć. Chodziło o mężczyznę, który nie wierzył, że zasługuje na coś dobrego, i przyjaciół, którzy używali jedynego znanego im języka – głupich wyzwań i niewinnych zakładów – by go do tego popchnąć.
„Przepraszam” – powiedziała. „Że nie posłuchałam wcześniej. Że założyłam najgorsze”.
„Nie przepraszaj” – powiedział. „Miałeś pełne prawo czuć się zraniony”.
Podszedł bliżej i objął jej twarz dłońmi.
„Ale chcę, żebyś wiedziała, że każda chwila z tobą była prawdziwa” – powiedział. „Każdy śmiech. Każda rozmowa. Każdy moment, kiedy walczyłem, żeby się na ciebie nie gapić. Wszystko”.
„Wierzę ci” – powiedziała.
„Tak?” zapytał.
„Tak” – powiedziała, uśmiechając się przez łzy. „A tak na marginesie, ja też spadałam. Dlatego uciekłam. To było łatwiejsze niż przyznanie się do strachu”.
„Nie zrobię ci krzywdy” – powiedział cicho. „Nie mogę obiecać, że nigdy niczego nie zepsuję, bo jestem człowiekiem i na pewno to zrobię. Ale nigdy celowo cię nie skrzywdzę”.
„Wiem” – powiedziała.
Stali tam, kilka centymetrów od siebie, a między nimi wisiały dwa tygodnie tęsknoty, bólu i nadziei.
„Mogę cię pocałować?” zapytał Carter. „Chciałem cię pocałować od tamtej pierwszej nocy i naprawdę, naprawdę chcę cię pocałować teraz”.
Odpowiedzią Violet było skrócenie dystansu.
Pocałunek był dokładnie taki, jak sobie wyobrażała i na jaki nie mogła się przygotować. Z początku delikatny, jego usta miękkie w dotyku. Potem głębszy, pewniejszy, dwa tygodnie bólu wlewającego się w niego.
Jej dłonie zacisnęły się na jego koszuli, przyciągając go bliżej. Wydał z siebie niski dźwięk, który sprawił, że poczuła falę gorąca.
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, oddychając ciężko, oparł swoje czoło o jej czoło.
„Kocham cię” – powiedział ponownie, jakby nie potrafił sobie pomóc.
„Ja też cię kocham” – odpowiedziała z uśmiechem.
„Nawet jeśli stawiasz kiepskie zakłady” – dodała.
„Najgorsze” – zgodził się, całując ją ponownie. „Bo prawie cię straciłem”.
„Nie zrobiłeś tego”. Spojrzała mu w oczy. „Ale jeśli jeszcze raz wciągniesz mnie w zakład…”
„Nigdy” – powiedział. „Przysięgam. Chłopakom oficjalnie zakazano obstawiania czegokolwiek związanego z tobą, mną lub nami”.
„Dobrze” – powiedziała.
Kiedy w końcu odprowadził ją do samochodu Mai – Maya i chłopaki bardzo mądrze zniknęli – przytulił ją mocno po raz ostatni.
„Jutro?” zapytał. „Obiad? Gdzieś bez publiczności?”
„Jutro” – powiedziała Violet.
„A Carter?”
“Tak?”
„Koniec z ucieczką” – powiedziała. „Przed nami wszystkimi”.
„Zgoda” – odpowiedział.
Patrzyła, jak dołącza do przyjaciół. Natychmiast objęli go grupowym uściskiem, który składał się głównie z poklepywania po plecach i radosnego śmiechu.
Jej telefon zawibrował.
Carter: Już za tobą tęsknię.
Violet: Minęło trzydzieści sekund.
Carter: O co ci chodzi?
Ciepło rozlało się po jej piersi.
Wszystko miało być w porządku.
Trzy miesiące później Violet obudziła się w łóżku Cartera, ubrana w jego koszulkę i czując się całkowicie spokojna.
Po pojednaniu zaczęli działać powoli – naprawdę powoli. Poznali się nawzajem, budując zaufanie cegła po cegle, aż stało się solidne.
Carter miała teraz szufladę w swoim mieszkaniu. Miała klucz do jego domu. Ich szczoteczki do zębów stały obok siebie w jego łazience. Jej ulubiony krem do kawy na stałe zagościł w jego lodówce.
„Dzień dobry” – mruknął Carter, przytulając ją mocniej do siebie.
„Jest południe” – powiedziała Violet z uśmiechem.
„Szczegóły” – odpowiedział.
„Nie spaliśmy długo w nocy” – przypomniała mu.
Zjedli kolację z obiema rodzinami – pełną chaosu, cudowną katastrofą, podczas której Diane i Maya od razu nawiązały ze sobą więź, Ethan pokazał rodzicom Violet słynny film z drzwiami obrotowymi, a matka Violet płakała trzy razy.
„Twoja mama pytała, kiedy bierzemy ślub” – powiedziała Violet.
„Ona pyta o to co tydzień” – jęknął Carter.
„Tym razem dołączył do nas twój tata” – powiedziała.
„Bardzo mi przykro” – powiedział.
„Są idealne” – odpowiedziała Violet. „Przytłaczające, wścibskie i idealne”.
Jego oczy złagodniały.
„Kocham cię” powiedział.
„Ja też cię kocham” odpowiedziała, całując go delikatnie.
„Mimo że nadal układasz sztućce pod kątem prostym.”
„Choć nadal mówisz rękami i prawie wszystko przewracasz” – odparł.
„Niegrzeczne” – powiedziała.
„Dokładnie” – odpowiedział, uśmiechając się.
Pocałunek stawał się coraz głębszy, figlarny zmieniał się w gorący.
Budowali to od tygodni: ukradkowe dotknięcia, długie pocałunki, które kończyły się niechętnym pożegnaniem. Ale ten poranek wydawał się inny. Nieunikniony.
„Violet” – mruknął Carter, opierając czoło o jej czoło – „jeśli chcesz przestać…”
„Nie chcę przestawać” – powiedziała, patrząc mu w oczy. „A ty chcesz?”
„Ani trochę” – powiedział. „Chcę tylko, żebyś się upewnił”.
„Jestem pewna” – powiedziała. „Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna”.
To, co nastąpiło potem, było powolne, czułe i pełne cichego śmiechu. Carter traktował ją jak coś cennego, szepcząc, jaka jest piękna, jak długo pragnął być tak blisko, jak bardzo ją kochał.
Kiedy drżała ze zdenerwowania, on całował jej zmartwienia, cierpliwie i delikatnie, dając jej czas na relaks i przeżycie każdej nowej chwili.
„Okej?” mruknął.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!
Leave a Comment