„Bo tym razem przyzna się do wszystkiego na nagraniu”.
„Dlaczego miałby to zrobić?”
Uśmiechnąłem się. Nie był to radosny uśmiech. Zimny.
„Bo rozzłoszczę go na tyle, że zapomni o ostrożności.”
18:00 Loża. Ostatnie negocjacje.
James od razu to zaakceptował, kiedy napisał do Belli. Jej odpowiedź nadeszła w ciągu kilku sekund: Idealnie. David będzie zadowolony. Upewnij się, że jest gotowa do podpisania.
Spędziłem dzień na przygotowaniach. Zadzwoniłem do Ricka i Dylana. Wyjaśniłem plan. Obaj od razu się zgodzili.
„Przyniosę profesjonalny sprzęt nagrywający” – powiedział Dylan. „Dźwięk i obraz, wiele ujęć. Nic, co powiedzą, nie zostanie pominięte”.
„A mój brat będzie w pogotowiu” – dodał Rick, zastępca szeryfa. „Jeśli coś pójdzie nie tak, będzie tu za 10 minut”.
Tego popołudnia spotkałem się z Thomasem Whitfieldem. Zaktualizowałem testament. Podpisałem oświadczenie pod przysięgą. Stworzyłem papierowy ślad, który przetrwałby, gdyby zaszła taka potrzeba.
„Evelyn” – powiedział Thomas, kiedy wychodziłem – „jesteś tego pewna? To niebezpieczni ludzie”.
„Jestem pewien, że mój brat mnie chronił” – powiedziałem. „Teraz ja muszę chronić to, co po sobie zostawił”.
Tego wieczoru, gdy słońce zachodziło, a cienie robiły się coraz dłuższe, przybyli Rick i Dylan. Rozstawiliśmy sprzęt. Kamery ukryte w grzbietach książek na półkach, mikrofony wpuszczone w podstawy lamp, wszystko bezprzewodowe, wszystko z kopią zapasową w chmurze w czasie rzeczywistym.
„Jeśli znajdą sprzęt…” zaczął Dylan.
„Nie będą patrzeć” – powiedziałam. „Ludzie tacy jak Sterling są zbyt pewni siebie. Założą, że kobieta w moim wieku jest zbyt naiwna, żeby w to uwierzyć”.
O 5:45 Rick i Dylan poszli na górę, zajęli miejsca w biurze, za uchylonymi drzwiami, na monitorach widniały cztery różne kąty widoku na duży pokój.
Stałam sama, wygładziłam kardigan – ten sam, który miałam na sobie, gdy czytałam testament – i przycisnęłam kciuk do dłoni.
Bądź silny. Bądź mądry.
Dokładnie o godzinie 18:00 usłyszałem samochody na podjeździe.
Zaczynamy.
Sterling pierwszy. Ten sam drogi garnitur. Ten sam zimny uśmiech. Za nim Bella w designerskich ubraniach. James na końcu, wyglądając, jakby miał zaraz zwymiotować.
„Pani Gable.” Sterling wyciągnął rękę.
Nie wziąłem. „Dziękuję, że zgodziłeś się na spotkanie”.
„Nie zgadzałem się. Słucham. To różnica.”
„W porządku”. Usiadł bez zaproszenia. Bella usiadła obok niego. James kręcił się przy drzwiach.
„Mówmy wprost. Miałeś 48 godzin. Jestem gotów podnieść ofertę do 2 milionów dolarów. Oferta ostateczna. Za nieruchomość wartą 1,38 miliona dolarów, hojna. Biorę pod uwagę twoją współpracę, twoje milczenie na temat pewnych nieporozumień”.
„Masz na myśli oszustwo. Wymuszenie. Groźby.”
Uśmiech Sterlinga nie zgasł. „To mocne słowa. Emocjonalne słowa. W biznesie preferujemy precyzyjną terminologię”.
„Więc bądźmy precyzyjni. Obrałeś sobie za cel mojego siostrzeńca, wykorzystałeś Bellę, żeby wpędzić go w długi, planujesz ukraść tę nieruchomość tak samo, jak ukradłeś cztery inne.”
Bella się spięła. Sterling uniósł rękę.
„Pani Gable, myślę, że została pani źle poinformowana. James zwrócił się do mnie po legalne pożyczki biznesowe. Zapewniłem mu kapitał w dobrej wierze. Jeśli zainwestował nieudolnie, to przykre, ale nie jest to moja odpowiedzialność”.
„Rodzina Reevesów. Millerowie. Pattersonowie. Thompsonowie. Cztery rodziny zrujnowane. Skradzione 4,8 miliona dolarów”.
„Rzekome. Nigdy nie udowodnione.”
Sterling pochylił się do przodu. „Powiem ci, co mogę udowodnić. Twój brat kosztował mnie 3 lata życia. Doniósł na mnie władzom pod fałszywymi zarzutami. Odsiedziałem wyrok z powodu jego kłamstw”.
„Odsiedziałeś wyrok, bo próbowałeś ukraść jego własność, wykorzystując sfałszowane roszczenie górnicze”.
„Odsiedziałem wyrok, bo twój brat był mściwym staruszkiem, który nie radził sobie z konkurencją”. Głos Sterlinga stał się zimny. W końcu maska opadła. „Kosztował mnie wszystko. Moją reputację, moją wolność. Trzy lata w klatce, bo nie mógł znieść czyjegoś sukcesu”.
„To jest zemsta.”
„To jest sprawiedliwość. Twój brat mi odebrał. Teraz ja odbieram jemu. Tylko że on nie jest tu po to, żeby cierpieć. Więc ty możesz cierpieć”. Uśmiechnął się ponownie. Super. „Poetyckie, nie sądzisz?”
„A co jeśli odmówię sprzedaży?”
Sterling wstał, podszedł do kominka i wziął do ręki zdjęcie Roberta — to z zeszłego lata.
„Potem zdarzają się wypadki. Stare domki. Wadliwa instalacja elektryczna. Wycieki gazu. Starsze kobiety mieszkające samotnie”. Ostrożnie odłożył zdjęcie. „Statystyki są naprawdę tragiczne. Ilu seniorów ginie w pożarach domów każdego roku?”
Serce waliło mi jak młotem, ale panowałem nad głosem. „Grozisz mi śmiercią”.
„Zauważam możliwości. Rezultaty. Naturalne konsekwencje złych wyborów.”
„Już to robiłeś. Pożar hotelu Miller. Wypadek, w którym ucierpiał ojciec Pattersona”.
„Domniemane. Nieudowodnione.”
Ale jego uśmiech to potwierdzał. Bawiło go to. Bawił się moim strachem.
„A co z matką Thompsona? Upadek, który nie był upadkiem”.
„Wypadki. Tragiczne wypadki.”
Podszedł bliżej. „Oto, co się stanie, pani Gable. Podpisze pani te papiery”. Skinął głową w stronę Belli, która wyjęła dokumenty z torby. „Przeniesie pani akt własności do spółki holdingowej, którą kontroluję. Zabierze pani swoje 2 miliony dolarów i po cichu zniknie. Niech pani spędzi resztę życia w komforcie”.
„A jeśli nie?”
„Wtedy nie zostaną ci lata. Będą dni. Może godziny.”
W pokoju panowała cisza. Słychać było jedynie trzask ognia i tykanie zegara.
Wtedy się uśmiechnąłem. Naprawdę się uśmiechnąłem.
„Dziękuję za wyjaśnienie” – powiedziałem.
Sterling zmarszczył brwi. „Wyjaśniając co?”
„Twoje intencje. Twoje metody. Twoje przeszłe zbrodnie.”
Spojrzałem na półkę z książkami, na kamerę ukrytą w grzbiecie Moby Dicka.
„Każde słowo z tej rozmowy zostało nagrane. Dźwięk i obraz, z wielu ujęć, już zapisane w chmurze i przesłane do trzech różnych prawników”.
Sterling stracił kolor na twarzy. „Blefujesz”.
„Dylan” – zawołałem w stronę schodów. „Rick, proszę zejdź na dół”.
Kroki na schodach. Dylan pojawił się pierwszy, trzymając ekran telefonu i wyświetlając transmisję na żywo. Za nim szedł Rick z profesjonalną kamerą wideo.
„Każde zagrożenie” – powiedział spokojnie Dylan. „Każde przyznanie się. Każde przyznanie się. Oznaczone datą i uwierzytelnione”.
Sterling rzucił się w stronę regału. Rick stanął między nami.
„Nie rób tego” – powiedział Rick. „Już jest wgrane. Zniszczenie sprzętu nic nie da”.
Bella zerwała się na równe nogi. „Ty głupia staruszko.”
„Właściwie” – powiedziałam – „jestem bardzo mądrą staruszką. Na tyle mądrą, że pozwalam wam wmówić sobie wyroki więzienia”.
Dłonie Sterlinga zacisnęły się w pięści. Przez chwilę myślałem, że zaatakuje. Że zaryzykuje wszystko jednym aktem przemocy.
Wtedy przemówił James.
„To koniec, Sterling”. Jego głos był cichy, ale stanowczy. „Składam zeznania przeciwko wam obojgu”.
Bella rzuciła się na niego. „Ty zdrajco”.
„Nie jestem zdrajcą. Jestem twoją ofiarą. I nie chcę już nią być”.
Sterling wskazał na Jamesa. „Podpisałeś papiery. Jesteś współwinny. Też pójdziesz na dno”.
„Może. Prawdopodobnie”. James spojrzał mi w oczy. „Ale przynajmniej moja matka będzie bezpieczna”.
Wtedy usłyszeliśmy syreny. Zbliżały się do górskiej drogi.
Brat Ricka, zastępca szeryfa – i policja stanowa. Thomas powiadomił ich godzinę temu.
„Na twoim miejscu bym usiadł” – powiedziałem Sterlingowi. „Bieganie tylko pogorszy sprawę”.
Wymuszenie. Oszustwo. Spisek. Groźby terrorystyczne.
Zarzuty narastały, gdy policja odtwarzała nagrania i badała dokumenty skatalogowane przez Ricka i Dylana. Przesyłali nagrania do władz federalnych i prokuratorów generalnych czterech stanów.
Jutro dochodzenie w sprawie Pinnacle Ventures będzie już wiadomością ogólnokrajową.
James nie został aresztowany. Jeszcze nie. Będą potrzebować jego zeznań. Prawdopodobnie prędzej czy później zostaną mu postawione zarzuty – oszustwo, może spisek.
Ale wybrał właściwą stronę. W końcu. Kiedy to było najbardziej potrzebne.
Kiedy policja odjechała, a Sterling i Bella zostali odwiezieni osobnymi radiowozami, James i ja siedzieliśmy sami w dużym pokoju.
„Przepraszam” – powiedział. „Za wszystko. Za wszystko.”
“Ja wiem.”
„Pójdę na odwyk za hazard. Zmierzę się z każdym zarzutem. Nie będę kandydował”.
„Ja też to wiem.”
„Myślisz…” – przerwał i zaczął od nowa. „Myślisz, że kiedykolwiek uda nam się to naprawić? Ty i ja?”
Spojrzałem na mojego syna. Zobaczyłem zniszczenia. Zobaczyłem potencjał uzdrowienia. Zobaczyłem długą drogę przed sobą.
„Nie wiem” – powiedziałem szczerze. „Ale ty żyjesz. Ja żyję. To więcej, niż zamierzał Sterling”.
„Od czego zacząć?”
„Prawdę. Całą. Policji. Twoim dzieciom. Zasługują na to, żeby wiedzieć, dlaczego zniknąłeś z ich życia. Dla siebie.”
James skinął głową i otarł oczy.
„Mogę zostać na kanapie? Po prostu… Nie chcę teraz być sama”.
Powinienem był powiedzieć „nie”. Powinienem był się zabezpieczyć. Zachować dystans.
Ale on wciąż był moim synem. Złamanym, ale moim.
„Jednej nocy” – powiedziałem. „Potem zgłosisz się na odwyk. Jutro”.
„Jutro” – zgodził się.
Tej nocy w końcu zasnąłem. Naprawdę zasnąłem po raz pierwszy od śmierci Roberta, bo zagrożenie minęło.
Albo tak mi się wydawało.
Dowiedziałem się o tym, gdy Thomas zadzwonił o 6:00 rano, wybudzając mnie z pierwszego od kilku dni prawdziwego snu.
„Ustalili kaucję na 500 000 dolarów” – powiedział. „Wpłacił ją natychmiast. Evelyn – wyszedł”.
Usiadłam z bijącym sercem. „Jak? Opłaty…”
„Ma drogiego prawnika. Przekonywał, że nie grozi mu ucieczka. Że zarzuty opierają się głównie na nagraniu, które można zakwestionować jako prowokację”. Głos Thomasa był napięty z frustracji. „Sędzia to kupił. Jest na wolności do czasu procesu”.
„A co z nakazem sądowym?”
„To jest na miejscu. Nie może zbliżyć się do ciebie ani do posesji na odległość mniejszą niż 150 metrów. Ale Evelyn, mężczyźni tacy jak Sterling nie zawsze respektują granice prawne”.
Spojrzałam na Jamesa, który wciąż spał na kanapie, a jego twarz po raz pierwszy od kilku dni była spokojna. Do północy gadał o hazardzie, długach, kłamstwach, które sobie wmawiał. Potem się rozpłakał. Naprawdę rozpłakał. A ja go tuliłam, jak kiedyś, gdy był mały, a świat wydawał się zbyt duży.
„Co mam zrobić?” zapytałem.
„Zatrzymaj się u mnie i mojej żony” – nalegał Thomas. „Tylko na kilka dni, do rozprawy”.
„Nie. To daje mu władzę. Pozwalam mu wypędzić mnie z mojego własnego domu”.
„To pozwól mi zatrudnić prywatną ochronę.”
„Za jakie pieniądze, Thomas? Nie stać mnie na ochroniarzy.”
Był cichy.
Potem: „Konto Roberta. Wystarczy”.
„Te pieniądze są na podatki od nieruchomości, utrzymanie…”
„Nie możesz tego wydać, skoro jesteś martwy”. Jego głos złagodniał. „Proszę. Pozwól mi chociaż zatrudnić kogoś na noce. Kogoś, kto będzie pilnował posesji, kiedy będziesz spał”.
Chciałam odmówić. Być odważną i niezależną.
Ale pomyślałem o twarzy Sterlinga, kiedy mi groził. O zimnej pewności w jego oczach.
„Dobrze” – powiedziałem. „Ale tylko w nocy. W dzień czuję się dobrze”.
Tego wieczoru o godzinie 18:00 przybył emerytowany zastępca szeryfa – 62-latek o dobrych oczach, który widział już zbyt wiele ciemności
„Będę na zewnątrz w moim pickupie” – powiedział. „Czujniki ruchu na wszystkich drzwiach i oknach. Jeśli ktoś zbliży się do posesji, dam znać. Jeśli mnie potrzebujesz, naciśnij to”. Podał mi mały przycisk. „Alarm alarmowy. Trafia prosto na mój telefon i na 911”.
“Dziękuję.”
„Rick Sanderson powiedział mi, z czym masz do czynienia. Z takimi ludźmi jak Sterling”. Pokręcił głową. „Nie znoszą dobrze porażek. Dobrze sobie poradziłeś, stawiając mu czoła, ale bądź ostrożny. Najniebezpieczniej jest tuż po tym, jak ich złapią”.
Tej nocy próbowałem zasnąć. Bezskutecznie. Każdy dźwięk był potencjalnym zagrożeniem. Każdy skrzyp osiadającego drewna był intruzem.
O 2:00 w nocy mój telefon zawibrował. Wiadomość SMS od nieznanego numeru.
Myślisz, że wygrałeś? Nie wygrałeś. To jeszcze nie koniec.
Pokazałem to Marcusowi – zastępcy – rano. Zrobił zdjęcie. Wysłał na policję.
„Naruszenie nakazu sądowego” – powiedział. „Ale powiedzą, że nie mogą udowodnić, że Sterling to wysłał. Telefon jednorazowy. Nie do namierzenia”.
„Więc może mi grozić tak długo, aż zrobi coś konkretnego”.
„Tak. To wada systemu.”
James wyjechał na odwyk tego popołudnia. Ośrodek w Montanie. Minimum 30 dni, zalecane 60.
Przytulił mnie, zanim wyszedł. Trzymał dłużej, niż było trzeba.
„Naprawię to, mamo. Obiecuję.”
„Po prostu doprowadź się do porządku” – powiedziałem mu. „Tylko tego mi trzeba”.
Po jego odjeździe domek wydawał się bardziej pusty niż od śmierci Roberta. Tylko ja i pickup Marcusa na podjeździe. I czekanie.
Ciągłe czekanie.
Marcus obudził mnie o 10:04 rano, waląc w drzwi.
„Pani Gable, proszę wstać. Ktoś próbuje włamać się do biura.”
Złapałem telefon i przycisk alarmowy, poszedłem za Marcusem na górę.
Drzwi do biura były uchylone. Ktoś otworzył zamek czysto i profesjonalnie, ale uruchomił czujnik ruchu zainstalowany przez Marcusa.
W środku sejf był otwarty.
Pusty.
„Oni znali kombinację” – wyszeptałem.
Marcus sprawdził pokój. Okna były nadal zamknięte od środka.
„Przeszli przez dom” – powiedział ponuro. „Co oznacza, że mieli klucz”.
Klucz Jamesa. Ten, który Robert dał mu lata temu.
Ale James był na odwyku, zgłosił się wczoraj. Nie ma mowy, żeby się tu dostać.
Chyba że dał klucz komuś innemu, zanim wyszedł.
Zadzwoniłem do placówki i poprosiłem o rozmowę z Jamesem. Doradca nocny był przepraszający, ale stanowczy.
„Przykro mi, pani Gable. Pacjenci nie mogą kontaktować się telefonicznie przez pierwsze 72 godziny. To część protokołu detoksykacyjnego”.
„To jest sytuacja kryzysowa”.
„Wszyscy tak mówią, proszę pani. Ta zasada istnieje nie bez powodu. Będzie mógł do pani zadzwonić w niedzielę”.
Rozłączyłem się i spojrzałem na Marcusa.
Czy Sterling mógł wcześniej zrobić kopię klucza Jamesa? Możliwe.
Ale skąd miałby znać kombinację do sejfu?
Potem przypomniałem sobie nagrania Roberta. James był w tym biurze. Widział, jak Robert otwierał sejf. Mógł zapamiętać kombinację. A James dzielił się wszystkim z Bellą od miesięcy.
Bella znała tę kombinację od Jamesa.
Bella powiedziała Sterlingowi.
Zadzwoniliśmy na policję. Przyjechali, spisali zeznania, sfotografowali otwarty sejf.
Problem w tym, że zastępca powiedział, że tak naprawdę nic nie zginęło. Usunąłem ważne dokumenty kilka dni temu.
Bez skradzionego mienia nie mogli udowodnić próby włamania. Po prostu wtargnięcie.
„Naruszył nakaz sądowy”.
„Jeśli uda nam się udowodnić, że to był Sterling” – powiedział zastępca, wyglądając na szczerze zasmuconego – „a nie jakiś przypadkowy włamywacz”.
Złożył raport, ale miał związane ręce, dopóki Sterling nie zrobił czegoś, co mogliby definitywnie udowodnić.
Po ich wyjściu Marcus i ja siedzieliśmy w kuchni. Świtało. Żadne z nas nie spało.
„Eskaluje” – powiedział Marcus. „Testuje granice. Sprawdza, na co może sobie pozwolić”.
„Co mam zrobić?”
„Wyjeżdżasz dzisiaj. Idź gdzieś, gdzie cię nie znajdzie.”
„Nie mogę uciekać wiecznie”.
„Możesz uciekać aż do procesu. Aż zostanie skazany i osadzony w areszcie. A jeśli nie zostanie skazany – jeśli jego drodzy prawnicy go wypuszczą…”
Pokręciłam głową. „W takim razie i tak przegrałam. Oddałam dom. Oddałam mu władzę”.
Marcus milczał przez dłuższą chwilę.
„Wtedy może być inny sposób.”
„Jaki sposób?”
Leave a Comment